Prywatne szkoły wyższe

Prywatne szkoły wyższe –

sprawa dla reportera 

(archiwum)

Uczelnie prywatne robią wszystko, by przyciągnąć przyszłych studentów. Równie wiele wysiłku wkładają w to, aby nie pozwolić im potem odejść.

Panu już dziękujemy!

 

Waldemar Łysiak – źródło

Panu już dziękujemy!”

 

(Fragment  ksiażki SALON, RZECZPOSPOLITA KŁAMCÓW, Wydawnictwo Nobilis, 2004)

„ — Panu (pani) już dziękujemy!” to kulturalna wersja rosyjskiego „ — Paszoł won!” i anglosaskiego „ — You’re fired! „. Iluż ludzi doświadczyło w III RP takiej decyzji tylko za niepokorność wobec różowo-czerwonego „Salonu” lub za przeciwsalonowy bunt! Rzesza. Mogliby coś o tym powiedzieć choćby pracownicy mediów, a już zwłaszcza dziennikarze telewizyjni. W TVP masowe „czystki” niepokornych (bądź ludzi jawnie niesalonowych) były przez ostatnie piętnaście lat czkawką. To wytwarzało i wytwarza permanentny klimat terroru, atmosferę strachu, która gnie karki i każe dusić wewnątrz sumień obrzydzenie do michnikowszczyzny, tak jak pół wieku temu mnóstwo ludzi mimikrowało swój wstręt do „bermanowszczyzny”. Lód ściska usta, zamarzają długopisy, tężeją kamery, byle nie palnąć czegoś, co się nie spodoba opiniotwórczym hegemonom kulturalnej i me­dialnej sfery demokratycznego cyrku. Wiadomo, że „Salon” potrafił nawet całkowicie zlikwidować (prostym odcięciem od reklam) takie antysalonowe firmy, jak krakowski dziennik „Czas”, warszawski tygodnik „Spotkania” czy telewizję RTL-7.

Rzadko dymisje są gromkie — to się załatwia cicho i wszystko pokrywa milczenie publiczne, gdyż trudno wejść z protestem na łamy prasy, która robi w portki ze strachu przed sforą Michnika. Dużych huczków pamiętam ledwie trzy lub cztery. Głośne było usunięcie z telewizji W. Cejrowskiego, który manierą kowbojską wykpiwał „political correctness”. Huczek „niszowy” (na łamach prawicowych mediów) spowodowało relegowanie dziennikarki łódzkiej, E. Więcławskiej, bo zuchwale zrobiła program o korupcji w TVP. Za zbytnią antysalonową zuchwałość można błyskawicznie dać łeb nawet wtedy, gdy się jest szefem rządu. „Przećwiczył” to premier J. Olszewski — zrobił (rękami A. Macierewicza) listę agentów-renegatów wśród dużych figur, i nie minęło kilka nocnych godzin, a usłyszał: „ — Panu już dziękujemy!”.

Ja usłyszałem to samo w tym samym miesiącu (czerwiec) te­go samego, 1992 roku. I równie szybko po anty salonowym przestępstwie. Tylko wydałem „Najlepszego” (gdzie źle się mówi o wredności „Salonu” tudzież o Michniku), a natychmiast, równocześnie z wściekłym atakiem salonowych mediów (rozpoczę­tym przez „Wprost”, gdzie szefem jest M. Król, były sekretarz KC PZPR, TW „Rycerz”), zostałem wyrzucony na bruk „wskutek przyczyn ekonomicznych” (sic! — jako szef katedry Historii Kultury i Cywilizacji Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej zarabiałem normalne akademickie grosze). Studenci dostali szału — grozili, że ogłoszą strajk. Również kilka prawicowych partii i stowarzyszeń opublikowało protesty przeciwko relegowaniu Łysiaka. Wszystkie one wskazywały ewidentny motyw polityczny, mścicielski tout court. Cytuję fragment prote­stu Stowarzyszenia Patriotycznego „Viritim”: To zwolnienie — zwolnienie mimo sprzeciwu studentów — jest przejawem stosowanej za rządów H. Suchockiej czystki wobec osób inaczej myślących (…) Widzimy w tym zastępowanie dawnego modelu «siły przewodniej», PZPR, przez Unię Demokratyczną”.

Także prasa („niszowa” i katolicka) podniosła raban przeciwko zwolnieniu. Cytuję fragment tekstu Z. Lipińskiego („Dziennik Katolicki SŁOWO”): „«0perację Łysiak» przeprowadzono finezyjnie. Studenci protestowali, ale «różowi» okazali się sprytniejsi (…) Protestujących studentów uspokojono, że za kilka miesięcy Łysiak znowu przystąpi do wykładów, bowiem nowy system nauczania i zatrudniania polega m.in. na zblokowaniu wykładów z jednego przedmiotu w krótkim czasie. System zafunkcjonował, ale bez Łysiaka (…) Wiele środowisk podejrzewa , iż nie tylko prezentowane podczas wykładów poglądy oraz. wykrywanie afer dziejących się na wydziale (związanych z zaliczeniami, egzaminami itp.) przyczyniło się do jego usunięcia. Ich zdaniem zadecydowały dwie książki Łysiaka — «Lepszy» i zwłaszcza «Najlepszy» — w których autor nie zostawił suchej nitki na lewicy solidarnościowej, a szczególnie na jej guru, Adamie Michniku (…) Uruchomiono mechanizm vendetty, twierdzą ci, którzy podejrzewają polityczne motywy zwolnienia Łysiaka”.

Motyw „Najlepszego” wskazał również R. A. Ziemkiewicz, dużym tekstem pt. „Niebezpiecznie, panie Łysiak!” (tygodnik „Spotkania”, 1993); „Żadna w Polsce książka nie spotkała się w minionym roku z tak zmasowanym atakiem jak «Najlepszy» Waldemara Łysiaka. Żadnej nie potraktowano równie pretekstowo, pod pozorem oceny dzieła rozprawiając się z jej autorem (…) Fala ataków prasowych i Łysiak, po dwudziestu latach pracy na Wydziale Architektury PW, znalazł się na bruku. Wymówienie nastąpiło «z przyczyn ekonomicznych» i zapewne tylko zbiegowi okoliczności należy przypisać fakt, ze niemal jednocześnie z usunięciem Łysiaka rektor Politechniki wydał także polecenie niewpuszczenia zwolenników Jana Olszewskiego do auli Politechniki, mimo że za jej wynajęcie wniesiono już wcześniej uzgodnioną opłatę”. Tekst ów narobił równie dużo szumu co sama dymisja, i sprawił, że nawet czerwona „Polityka” uznała, iż warto poinformować swoich czytelników o karze dla wroga „Salonu” i komuny: Waldemar Łysiak, autor wielu bestsellerów, po 20 latach pracy na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej (gdzie był kierownikiem katedry Historii Kultury i Cywilizacji) został usunięty z pracy. Wymówienie uzasadniono przyczynami ekonomicznymi — informują «Spotkania». Tygodnik sugeruje, że wyrzucenie Łysiaka z pracy ma związek z jego ostatnią książką pt. «Najlepszy», w której autor — zdaniem krytyków — szkaluje bohaterów dawnej opozycji demokratycznej”.

 

Hańba dwóch rektorów i jednego kanclerza

 

Stanisław Gniadek

 

Hańba dwóch rektorów i jednego kanclerza

( w moich oczach)

 

Prof. Stanisław Gniadek, znany krakowski socjolog, wieloletni wykładowca socjologii w kilku krakowskich uczelniach nie ma szczęścia do rektorów. Złe fatum prześladuje go od wielu lat.

Początki giną w mrokach dziejów, kiedy to na wniosek rektora J. Altkorna w AE, ale z inspiracji Służby Bezpieczeństwa, a konkretnie Jego kierownika Zakładu Socjologii w AE, jak się ostatnio wydało, wysokiego funkcjonariusza SB prof. dr hab. Ryszarda Dyoniziaka o nieskomplikowanej ksywie SB „Ryszard”, został dyscyplinarnie wyrzucony z pracy w AE.

Nic mu nie pomogło, że z rąk swoich studentów otrzymywał liczne dowody uznania w postaci Dyplomów w Konkursach na Najlepszego Dydaktyka, a nawet nominację SZSP do Nagrody Ministra za dydaktykę. Dyrektywa SB została spełniona co do joty.

Prof. Gniadek przez kilkanaście lat ścigany „Wilczym Biletem ” z AE nie mógł dostać pracy nie tylko w swoim umiłowanym zawodzie, ale praktycznie w żadnym innym. Że konsekwencją tego było życie wraz rodziną w siermiężnej nędzy to sprawa oczywista. Jego niskie miesięczne dochody przez wiele lat spowodowały wielkie zadłużenie,które miesiąc temu spłacił własnym mieszkaniem,stając się bezdomnym wraz z Żoną i trzema kotami. Stał się za tym członkiem wielkiej grupy ludzi bezdomnych,o których pisał swoje książki socjologiczne i liczne eseje i artykuły. Obecnie mieszka od kilkunastu dni w DS „Atol” w Krakowie na Rybitwach, jak za dawnych studenckich czasów.

I tu czas i miejsce na opis drugiej hańby rektora, tym razem rektora Akademii Pedagogicznej właścicielki DS”Atol”. Zamieszkawszy w pokoju „Atola” prof.Gniadek lojalnie wpłacał 30 złotych za dobę. Aliści, o czym było wcześniej, jego dochody m.in z racji wykładów socjologii w AP, są więcej niż skromne, gdyż w porywach osiągają wysokość 900 złotych co przy kosztach utrzymania siebie i niepracującej Żony nie jest kwotą oszałamiającą. Z tej to melancholijnej przyczyny, a także z powodu otrzymania promocji od swych studentów w dniu 25 czerwca br do Nagrody Ministra I-go stopnia, a więc najwyższego uznania od studentów, uznał dość naiwnie, że ma legitymację do prośby rektora AP prof.H.Żalińskiego o obniżkę komornego.

Rektor przychylił się do prośby „inaczej”, mianowicie podniósł stawkę prof. Gniadkowi o 5 złotych na dobę……

I dobrze , i tak trzeba,jak mówił Broniewski „tak wyrasta się na człowieka”/dość biednego przyp. mój SG./

O ile opisany wypadek miał miejsce kilka dni temu, to inny szkaradny rektorski postępek miał miejsce trzy lata temu, ale ze względu na swój charakter został głęboko wryty w pamięć prof.Gniadka.

Otóż prodziekan Wydz Zarządzania AGH, dr Marek Drożdż poznawszy z autopsji talenta pedagogiczne prof. Gniadka, nakłonił Go do prowadzenia w semestrze zimowym wykładów z socjologii na swoim Wydziale. Prof. Gniadek tkwiący wówczas w głębokim bezrobociu, stęskniony za studentami i wykładami przystał natychmiast. Ustna umowa z prodziekanem przewidywała wynagrodzenie za semestr wykładów ok 2000 złotych.

Po zakończeniu zajęć, prof. Gniadek nieśmiało, jak to bezrobotny, upomniał się o zapłatę. W odpowiedzi usłyszał, że nie ma mowy o żadnych dwóch tysiącach, natomiast może być mowa o dwustu złotych i to wypłaconych za dziesięć miesięcy, czyli w listopadzie.

Po lekkim omdleniu na tę hiobową wieść, prof. Gniadek zwrócił się do rektora AGH A. Tajdusia , skądinąd najbogatszej uczelni Krakowa, o umówioną zapłatę. Tak -wobec milczenia A. Tajdusia – zwracał się jeszcze czterokrotnie. Bez skutku, w związku z tym pozwał AGH do Sądu Rejonowego w Krakowie,gdzie sprawa spoczywa od prawie dwóch lat,/sygn.Akt I Co 2699/07/K.

Przypadek trzeci, tym razem w wykonaniu Kanclerza UJ, pana T. dr Skarbka, związana była z moim niewczesnym zamiarem wygłoszenia odczytu w Auli Collegium Maximum w Krakowie, zatytułowanym  „Socjologia nędzy czy nędza socjologii, czyli o konieczności lustracji w polskiej nauce”.

Mam moralne prawo wygłaszania takich odczytów. To w końcu ja z wyroków Kamaryli esbecko-partyjnej w AE, zwolniony dyscyplinarnie przez Komisję Dyscyplinarną pod kierownictwem sławnego numizmatyka Leszka Kałkowskiego, ścigany wilczym biletem byłem pozbawiony pracy a w konsekwencji nawet obecnie mieszkania.

Po pięciokrotnej wizycie na pokojach Skarbka i złożeniu odpowiednio czołobitnych i pokornych pism, z prośbą o udostępnienie mi Auli, Skarbek, dysponent Auli wybudowanej w końcu z pieniędzy społecznych na potrzeby studentów, zachował się podobnie jak obraz do którego dziad itd.

Różne miałem ważkie przyczyny aby wygłosić swój odczyt w UJ-owskich apartamentach. Jednym z nich, aczkolwiek nie najważniejszym, było ukończenie studiów socjologicznych na UJ, oraz asystentura u Prof. Pawła Rybickiego w Katedrze Socjologii i Demografii UJ. Jak dla Skarbka było to stanowczo za mało.

Po ostatniej wizycie bez odpowiedzi kanclerza, a także rektora UJ p. Musioła, uznałem, że odczyt musi się jednak odbyć, tym bardziej, że został rozplakatowany w grodzie Kraka, z czym oczywiście były związane niemałe koszty.

W dniu 7 lipca br o g.17 30 co było uzgodnione z kierowniczką Auli, pojawiłem się pod ową Aulą wraz z licznymi osobami ciekawymi moich wynurzeń odczytowych. Aula była jednak zamknięta na głucho i ciemno, a zapytany o ten osobliwy sposób załatwienia moich wielu próśb, kierownik Auli odparł beztrosko, że Aula idzie do remontu, wprawdzie dopiero za miesiąc ale zawsze….Pod krótką moją nieobecność wygłosił do zebranych kilka inwektyw pod moim adresem, po czym się oddalił. Ja z kolei wygłosiłem na schodach kilka również inwektyw, ale pod innym adresem.

Reszta naszego sympatycznego spotkania dokonała się w narożnym barze przy piwie i rozmowach.Kto wie czy to zakończenie odczytu nie było bardziej przyjemne dla uczestników, niż pobyt w ogromnej Auli.

Znam oczywiście prawdziwą przyczynę tej oziębłości władz UJ wobec mnie i mojego odczytu. Odpowiedzi mógłby udzielić list, skierowany do mojego Zakładu Badań Socjologicznych, przez Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry z sierpnia ub. roku, w którym Autor recenzuje moją książkę pt. Anatomia przestępstw uczelnianych czyli być adiunktem w krakowskiej AE  pisząc, że książka ta „z pewnością okaże się przydatną lekturą w kontekście prób dekomunizacji świata nauki w Polsce, doceniam również, iż poprzez przysłanie mi swej pracy chciał Pan wesprzeć moje działania na rzecz szerzenia praworządności w Polsce”.

Całkiem niedawno ukazała się książka Wiesława Zabłockiego pt . Co o nas wiedzieli w której Autor podał do publicznej wiadomości o co najmniej dwudziestu kilku pracownikach naukowych UJ, tajnych współpracownikach SB. Autor – o życiorysie jakże podobnym do mojego a także do legendarnego już dr Józefa Wieczorka, weterana walk ze skostniałą biurokracją UJ, gdzie z wielkim sukcesem nauczał studentów geologii – podał do publicznej wiadomości ponurą wiadomość, że jego prześladowcy nadal w pewnym sensie pracują w UJ i mają się doskonale .

Że w stosunku do nich Senat nie wyciągnął żadnych konsekwencji to znaczy nie wylał ich na tzw. zbity pysk to rzecz rzecz powszechnie wiadoma. Tę skandaliczną sprawę wzięli w swe ręce studenci UJ, bojkotując wykłady kolaborantów i czyniąc ich w ten sposób personami non grata w tej starej zasłużonej Alma Mater. Tej zbędności nie dostrzegli niektórzy członkowie Senatu.

Postawa różnych „skarbków” w opisanej sprawie z pewnego kaducznego punktu widzenia jest sensowna i logiczna,w domu powieszonego nie rozmawia się o sznurku.

Natomiast jestem przekonany, że w oczach Skarbka znalazł by uznanie i wręcz aplauz oraz wolną Aulę np. Odczyt prof. dr hab. Stanisława Lisa, dyrektora Instytutu Ekonomicznego/dawniej Politycznego /w AE,oparty o jego odkrywczą pracę naukową z niedawnych lat pod tytułem „Vademecum Słuchacza Wieczorowego Uniwersytetu Marksizmu i Leninizmu” z podtytułem wprowadzającym czytelnika w meritum sprawy tj. „Wybrane problemy marksistowskiej ekonomii politycznej„, wydanej przez zasłużoną oficynę wydawniczą tj.”WUML KW PZPR w Nowym SĄCZU”.

Proponowałbym też Skarbkowi kontynuowanie tej tematyki w jego nieskalanej Auli np. Odczyt pt. „Przewodnik metodyczny do studiowania ekonomii politycznej socjalizmu”,znakomitej pracy napisanej pod światłą redakcją Adama Rybarskiego, wydanej w AE w roku 1987/sic!/, gdzie na licznych stronach uczeni AE prowadzą dyskurs z niejakim Józefem Wisarionowiczem Stalinem występującym w przerwach poświęconych Katyniowi w roli tym razem wybitnego ekonomisty.

A więc skarbkowie wszystkich krajów łączcie się w dziele odporu wszelkim lustracjom, a także „Wrogie/?/ręce precz od naszych Auli”.

P.S.

O skandalach czy wręcz chamstwach w wykonaniu innych rektorów, np rektora Jana Ostoi w Wyższej Szkole Bankowości i Finansów w Bielsku Białej, czy też o moim faworycie rektorze AE Ryszardzie Borowieckim w AE opowiem innym razem.

Prof.dr Stanisław Gniadek

Anatomia przestępstw uczelnianych

ANATOMIA PRZESTĘPSTW UCZELNIANYCH
czyli być adiunktem w krakowskiej Akademii Ekonomicznej

W celu nabycia książki najlepiej skontaktować się bezpośrednio z autorem (obecnie bezdomnym)

tel. 513 360 794