U(J)bekistan trzyma się mocno

Józef Wieczorek

Nie było dla nikogo tajemnicą, że w czasach PRL-u czynnik partyjny miał ogromny wpływ na życie uczelni. Żaden awans, żadna nominacja, żaden służbowy wyjazd zagraniczny, nie mogły mieć miejsca bez wiedzy, poparcia, a przynajmniej przyzwolenia czynnika partyjnego.

Życie uczelni, partii i SB wzajemnie się przenikały. Pozostaje zatem rozpoznanie tej symbiozy, udokumentowanie jak ona przebiegała i jaki miała wpływ na życie akademickie uczelni, które jak się mówi – w sposób zasadny – pozostały skansenami nie do końca upadłego PRL-u.


Potrzebne jest kompleksowe ujęcie problemu z poznaniem zarówno teczek SB, jak i PZPR oraz partii sojuszniczych, młodzieżowego zaplecza oraz teczek „służb” akademickich. Potrzebne są też opinie świadków.

Doświadczenia b. NRD wskazują, że w środowiskach akademickich wystarczył uścisk dłoni bez pozostawienia innych śladów, aby doszło do współpracy i np. deklaracji załatwiania niewygodnych osób. Niewygodnych wykańczano także psychicznie, stosując ostry mobbing i to była bardzo mocna broń, bo jej stosowanie trudne jest do udowodnienia szczególnie przy analizach tylko teczek bezpieki.

Niestety u nas nie ma woli, aby przyczyny, przebieg i zasięg tego zjawiska poznać. Bez udziału czynnika ludzkiego, jeszcze żyjących świadków, niewyjaśnione pozostaną okoliczności wielu błyskotliwych karier akademickich jednych a druzgotania drugich

(Czarna księga komunizmu (uniwersyteckiego)

—–

W Polsce mimo ogromnego zwiększenia liczby uczelni i liczby studentów profesorowie należą do kategorii wymierającej bo na ogół liczą ponad 60 lat, a często trzymają się na posadach także w zaawansowanym wieku emerytalnym. Kariery robili jako młodzi naukowcy w czasach PRL-u i spora ich część wykazywała się koniecznym dla zrobienia kariery konformizmem a nierzadko przynależnością do wiodącej siły ludu miast i wsi bo takie czynniki pozamerytoryczne były wówczas preferowane. TW na uczelniach nie należeli do rzadkości.

Lustracja środowiska akademickiego ?

——

Niestety środowisko akademickie nie dokonało samooczyszczenia pozytywnego. Oczyszczono je natomiast z elementu niepewnego, nielojalnego w stosunku do trzymających władzę i stanowiącego zagrożenie dla przewodniej siły narodu. Czyściły komisje anonimowe, zapewne z odpowiednim udziałem czynnika stojącego na straży jedynie słusznego systemu.

Składu komisji władze UJ do dnia dzisiejszego bronią iście heroicznie, a łamano przecież elementarne prawa człowieka, bo na mocy ‚prawa’ nie istniały możliwości odwoływania się do sądu.

Teczki uczelniane na niewygodnych pracowników, które bywały gdzieś wysyłane do nieznanych obecnie departamentów, niekoniecznie w zbiorach SB, nie są dostępne dla pokrzywdzonych a władze uczelni do dnia dzisiejszego powołują się na ‚prawo’ stanu wojennego, które pozwala im takie teczki aresztować, czy niszczyć.

Łamie się Konstytucję dla utajnienia prawdy.

Niestety w procesie niszczenia osób działających niewygodnie w Solidarności i obrony racji symbiontów partyjnych, także po roku 1989 r., swoją rolę odegrała także Solidarność UJ, więc i ten aspekt winien być wzięty pod uwagę i rozpoznany.

Teraźniejszość winna być kluczem do poznania przeszłości. Teraźniejsze wybiórcze niszczenie starych akt, tworzenie nowych, aresztowanie akt niewygodnych, niekonfrontowanie ‚papieru’ z człowiekiem prowadzi do stanu takiego, że ‚papierowy’ kat może być rzeczywistą ofiarą, a ‚papierowa’ ofiara rzeczywistym katem. To widać na przykładzie inspekcji dostępnych akt uczelnianych.

Jeśli się bada sprawę inwigilacji Solidarności uczelnianej, trzeba zbadać też akta uczelniane, nie tylko uczelnianej organizacji partyjnej, decyzje ciał kolegialnych, oceny czy zarzuty wobec pracowników i odnieść to do całego kontekstu. ….

Rzetelne ujawnienie akt bezpieki i jej symbiontów miałoby istotne znaczenie dla opracowania Czarnej Księgi Komunizmu w Nauce i Edukacji’, której tak bardzo się boją niektórzy ‚historycy’ UJ uważając, że miałaby ona małą nośność naukową, i że nie warto na nią przeznaczać publicznych pieniędzy. Natomiast wydawane są księgi ‚historyczne’ z publicznych pieniędzy, w których czyści się niewygodne nazwiska, nie ma ani słowa o komunizmie, o stanie wojennym, o symbiozie miedzy partią a SB na uczelniach. I tym się karmi nasze młode pokolenie. Należy jak najszybciej zmienić dietę!

Historia w tajnych teczkach zabezpieczona.

——

Jak nawiązać dialog z UJ ? List do rektora UJ ( dialog, pamięć, sumienie)

W tekście ‚UJ nie będzie oskarżycielem(Gazeta Wyborcza, 4 grudnia 2005 r ) jasno Pan (rektor UJ – Karol Musioł ) pisał ‚Chętnie rozmawiam ze wszystkimi osobami, które chcą podzielić się ze mną swoimi uwagami’ a z odpowiedzi na mój list jasno wynika, że nie pisał Pan prawdy wprowadzając w błąd społeczeństwo biorące Pańskie deklaracje za ‚dobrą monetę’. (także mnie! o czym świadczy mój list z 5.12.2005) .

Jest to złamanie m.in.. Akademickiego Kodeksu Wartości obowiązującego jak wiadomo w UJ. Takie wyprowadzanie w pole mediów i obywateli winno się spotkać z dezaprobatą, gdyż to Rektor winien być nie tylko strażnikiem obowiązującego prawa i zasad etycznych obowiązujących w uczelni ale sam winien być kryształowy i winien dawać przykład innym.

Przypomnę: -Gazeta Wyborcza 1.12. 2005 – Musioł: Uniwersytet Jagielloński ma być kryształowy’ rozmawiała Katarzyna Kolenda-Zaleska ‚ Nie może być tak, żeby ktoś mówił innym językiem w czasie wykładu, a postępował inaczej. Taką schizofrenię mieliśmy za PRL, kiedy to wiele ludzi mówiło co innego w domu, co innego na zebraniach. Uważam, że Uniwersytet Jagielloński nie jest miejscem, w którym na taką schizofrenię powinniśmy sobie pozwalać – powiedział Karol Musiał, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego w ‚Poranku Radia Tok FM’

A jednak tak jest, i to Pan Rektor wykazuje taką schizofreniczną postawę co obniża prestiż UJ. Należałoby zastosować się do głoszonych przez siebie słusznych zasad, albo podać się dymisji.

Jak mi wiadomo, chociażby z doniesień prasowych Pan Rektor przeprowadził rozmowy z domniemanymi współpracownikami SB PRL, natomiast nie przeprowadził takiej rozmowy ze mną, mimo prośby o rozmowę…..

Co prawda o takich osobach w stanowisku Senatu UJ z 21 grudnia 2005 czytamy: ‚Wiele osób nie poddało się i broniąc swojej godności narażało się na szykany ze strony SB.’ ale jednocześnie takie osoby były wykluczane z UJ przez władze UJ na podstawie ustawodawstwa lat 80-tych. Tym samym rozumie się, że postawa Senatu jest schizofreniczna.

Do stwierdzenia Senatu ‚Uważamy, iż naukowym opracowaniem mechanizmów współpracy pracowników uczelni z SB winni zająć się historycy.’ chciałbym zauważyć, że historycy, i to z komisji senackiej UJ, badania na temat krzywd wyrządzonych nauczycielom akademickim w okresie PRL-u już prowadzili (por. Alma Mater nr. 69 r. 2005, POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ). ale metody tych badań i ich wyniki muszą budzić konsternację każdego przyzwoitego człowieka. …..

Z większością działań operacyjnych władz UJ podejmowanych dla usunięcia z uczelni niewygodnego nauczyciela akademickiego zapoznać się nie można . Nie wiadomo jak się one miały do działań operacyjnych SB, ale wygląda no to, że były one bardziej profesjonalne, bardziej skuteczne, a ponadto trwały znacznie dłużej, nawet po usunięciu.

Można by się cieszyć ze stwierdzenia ‚Senat uznaje za słuszne zasady postępowania przyjęte przez Kolegium Rektorskie i Dziekańskie, zgodnie z którymi obowiązuje zasada domniemania niewinności’ ale niestety na UJ postępuje się zgodnie z zasadami domniemania winy w stosunku do niewygodnych osób, których to rzekomych win nie zamierza się udokumentować skazując ich na śmierć zawodową. …

Odnosi się wrażenie, że władze UJ utraciły zarówno pamięć, jak i sumienie.

——

Czy naprawdę Alma Mater nie wydaje wyroków ?

Otóż Uniwersytet Jagielloński postępując zgodnie z ‚prawem’ lat 82-83 przyjmując na siebie rolę sądu, prokuratora, adwokata, dysponując narzędziami prawnymi, które pozwoliły zadecydować o dalszych losach pracowników skazywał ich na niebyt akademicki, naruszał ich godność osobistą przez formułowanie absurdalnych oskarżeń np. o negatywne oddziaływanie na młodzież, oskarżając pokrzywdzonych o podszywanie się pod ‚Solidarność’, utajniając do dnia dzisiejszego niewygodne dla siebie teczki, do tej pory nie zidentyfikował anonimowych członków komisji skazujących (weryfikacja A.D. 1986) a nawet nie jest w stanie zidentyfikować nieanonimowego ich szefa – Aleksandra Koja. UJ czynił to aby inne komisje, czy sądy, ze względu na swoje kompetencje (ich brak) nie mogły do pracy na UJ przywrócić pracowników co pozostawało zawsze w autonomicznej gestii władz UJ!!!

——

APEL O OSTATECZNĄ LIKWIDACJĘ STANU WOJENNEGO
NA UJ
(w XXV rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce)

Wprowadzony 25 lat temu stan wojenny został formalnie zniesiony w 1983 r. ale jego pozostałości mają nadal wpływ na życie publiczne, a na uczelniach widoczne są gołym okiem i w decyzjach władz uczelniach, co w przypadku UJ ma już sporą dokumentację, jakkolwiek nie do końca ujawnioną dzięki instytucjom broniących spuścizny mentalnej i realnej stanu wojennego. …

Władze UJ nie zdobyły się do tej pory na słowo przepraszam w stosunku do osób pokrzywdzonych, preferując na uczelni udaczników – beneficjentów stanu wojennego i pisanie historii, w których nie ma miejsca na prawdę a wartości mają odwrócony znak.

Władze UJ nie zdobyły się nawet na ocenę start poniesionych przez UJ w wyniku polityki kadrowej lat 80-tych. Do tej pory nie były w stanie zidentyfikować nazwisk komisji weryfikacyjnych.

Władze nie są w stanie uzasadnić haniebnych, fabrykowanych przez akademickich ‚łomiarzy w kominiarkach’, oskarżeń, do tej pory je akceptują stojąc niezłomnie na gruncie zasad kłamstwa.


Nie są w stanie nawet ujawnić działań operacyjnych podejmowanych do dnia dzisiejszego przeciwko tym, którzy oskarżeni o ‚psucie’ młodzieży odmówili wypicia cykuty i nadal działają na rzecz elementarnej przyzwoitości w życiu akademickim co napawa taką trwogą akademickich Herodów. Ci, którzy akademickich Judaszów, Piłatów, Herodów nie uznają za niekwestionowane autorytety moralne są odsądzani od czci i wiary.

Dla tych, którzy zostali obdarzeni poczuciem własnej wartości nie ma miejsca na uczelni służącej miejscem i honorami tym, którzy to poczucie w pogoni za stanowiskami, tytułami, pieniędzmi dawno już (często w stanie wojennym) utracili.


Nawołujący w mediach do poszukiwania prawdy, ukrywają ją skrzętnie w szafach, nawołujący do dialogu walą ‚łomami’ lub rażą ‚maczugami dalekiego zasięgu’.

Zasada ‚pełna tolerancja ( a nawet preferencja) dla katów, zero tolerancji dla ofiar ‚ dominuje w przestrzeni akademickiej. Agenci na UJ , czyli dramat mediów i autorytetów

Autorytety moralne tak pięknie w mediach wyrażające troskę nad rzekomymi dramatami rzekomo skrzywdzonych, pozostają całkiem obojętni na skrzywdzonych naprawdę.

Krzywda realna nie jest medialna, więc po co autorytet takimi ‚nieudacznikami’ ma się zajmować. Na dramaty ludzkie, szczególnie te które są spowodowane przez ich pracodawców, czy orderodawców, autorytety taktownie nie reagują nawet jednym medialnym słowem, poświęcając całą uwagę doskonaleniu zaawansowanych technik utrzymywania higieny kończyn górnych. ….

‚Lista Wyrozumskiego’ nie spowodowała lamentu medialnego, nikt nie protestował, że miesza się krzywdzicieli z pokrzywdzonymi na jednej liście, jakby deprecjonując ‚osiągnięcia’ znanego profesora. Autorytety taktownie milczą.

‚Lista Wyrozumskiego’ nie spowodowała rutynowego, ani specjalnego oświadczenia uczelni. No cóż, jak się samemu skandal powoduje to się go nie rozgłasza, tylko knebluje usta tych, którzy by chcieli ten fakt upublicznić.

Za największy skandal bowiem uważa się upublicznianie skandali, szczególnie skandali rzeczywistych i dotyczących wszechnic, czy osób cnót wszelakich. Skandale wirtualne są natomiast mile widziane, szczególnie jeśli służą do przedstawienia pożądanego, choć fałszywego obrazu rzeczywistości.

——

Rapsodia pierwszomajowa na nutę lustracyjną (List do Andrzeja Nowakowskiego)

Ja do tej pory napisałem kilka .. listów do zagorzałych krytyków ustawy lustracyjnej i żaden mi nie pomógł zrozumieć jego stanowiska. Czy to jest uczciwe ?
Chciałem być na konferencji KRASP w Krynicy, gdzie rektorzy formułowali swoje stanowisko w sprawie ustawy. Mam dowody (
Zgłoszenie bez odpowiedzi ). Niestety – nic z tego.

Gdy prezydent spotkał się z takimi jak ja zwolennikami lustracji rektor UW określiła to nietaktem ! (Dialogi na cztery nogi, czyli o nietakcie Pani Rektor UW )


I mamy zatem jasny obraz sytuacji.

Taktowne jest ignorowanie inaczej myślących, czy chociażby starających się poznać myślenie innych, nietaktowne jest natomiast prowadzenie dialogu z posiadającymi odmienne opinie od obowiązujących w środowisku.

Mam informacje, że niektórzy sygnatariusze listów prolustracyjnych obejmowani są ostracyzmem środowiskowym. Mnie to już nie grozi.

Na ‚sądzie skorupkowym’ dawno zostałem ze środowiska wykluczony, więc myślę i działam niezależnie demaskując naukową nieuczciwość, której środowisko nie ma zamiaru zlustrować do tej pory. …J

Ja na lustrację patrzę szeroko. Wolałbym aby dostęp był nie tylko do materiałów esbeckich, ale także partyjnych, no i materiałów akademickich. Kontekst spraw był szeroki, konsekwencje nader poważne.

Nie można opierać się tylko na zapiskach esbecji, tym bardziej że wiele spraw było załatwianych na gębę. Poznanie gęby nie jest takie łatwe, jak wynika chociażby z dotychczasowych spraw. Jedna gęba wyglądała na piękną – ale tylko dopóki strupy były pochowane, inna gęba wyglądała poorana, ale jak pięknie była urzeźbiona wynika dopiero z lustracji.

Antylustratorzy argumentują na ogół, że ustawa narusza autonomie uczelni nie objaśniając jak wygląda autonomiczne zniewolenie uczelni, które nie są w stanie wybić się na uniwersytet (korporacja poszukujących prawdy ) i grzęzną w kłamstwie ratując się do dnia dzisiejszego ‚prawem’ z lat 1982 r, 1983 r. aby autonomicznie usprawiedliwiać swoje łajdactwa.

——-

List do Prof. Henryka Samsonowicza

Ja uchwał antylustracyjnych ani Senatu UW, ani innych senatów nie popieram, a nawet jestem zdecydowanie przeciw, co więcej uważam jest za nieprzyzwoite (Do Senatu UW , APEL O OSTATECZNĄ LIKWIDACJĘ STANU WOJENNEGO NA UJ , List do Dziekana Wydziału Filozofii UJ (w sprawie lustracji i przyzwoitości)

Doskonale pamiętam jak rektorzy (i ich podwładni) zachowali się przy tworzeniu obecnej, fatalnej ustawy o szkolnictwie wyższym – nie zdobyli się na bunt przeciwko złemu prawu, (które sami produkowali) a ruch protestu niezależnej części środowiska całkowicie ignorowali. Niestety hipokryzja rektorów to jedna z najdotkliwszych chorób jakie toczy polskie środowisko akademickie.

Uważa Pan, że uczelnie „powinny mieć prawo przeprowadzić lustrację według swojego uznania. Wybrany przez nie tryb lustracji zostanie rzecz jasna później oceniony przez społeczeństwo”. No to dlaczego takiej lustracji do tej pory nie przeprowadziły ?

Podam Panu sprawdzony przykład ‚lustracji’ dokonanej przez senacką komisję UJ pod kierunkiem historyka prof. Jerzego Wyrozumskiego. Pod względem metodologicznym badań – zero ! (na to nie ma nawet stopnia w indeksie) rezultat – pokrzywdzeni to np. L. Maleszka i np. TW donoszący m.in. na mnie.

W archiwach UJ – brak jakichkolwiek danych o pracach Komisji, natomiast wyniki prac rzucone na łamy Alma Mater dla wyśmiewania się z szału lustracyjnego. Oczywiście, żadnej możliwości dyskusji z materiałem.

Tak wygląda autonomiczna ‚nauka’ w Polsce, m.in. na najstarszej polskiej uczelni stanowiącej wychwalany wzór dla innych (więcej w : Powracająca fala zakłamywania historii ). I jak społeczeństwo ma to ocenić ? skoro społeczeństwo o ekscesach ‚wybitnych’ historyków, ‚autorytetów’ selekcjonujących inne ‚autorytety’ nawet nie może się dowiedzieć !

To dla mnie wystarczający dowód, że to środowisko nie jest w stanie się samo oczyścić i trzeba mu pomóc. …..

Do tej pory uczelnie nie otworzyły swoich archiwów, a teczki UJ są bardziej tajne niż teczki esbeckie. Niestety na uczelniach stan wojenny jeszcze się nie skończył i rektorzy bardzo chętnie odwołują się do ustawodawstwa lat 80-tych aby uniemożliwić niewygodnym oddziaływać na młodzież akademicka, prowadzić badania naukowe, czy chociażby aby mogli poznać nazwiska i argumenty merytoryczne usuwania ich z uczelni. …

Wyraża Pan pogląd „Do prawdziwego oczyszczenia naprawdę wystarczy ujawnienie archiwów.”. Ale np. archiwa uczelniane (np.UJ-
Tajne teczki UJ, czyli o wyższości ‚prawa’ stanu wojennego nad Konstytucją III RP
Heroiczna walka władz UJ o (nie)poznanie prawdy

<!– @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } A:link { color: #000080; text-decoration: underline } –>

zamknięte, nieujawnione przez niemal 20 lat. To co mogłyby uczelnie zrobić autonomicznie – niezrobione. Samopobrudzenie uczelni tak silne, że na oczyszczenie można czekać wieki, o ile kiedykolwiek nastąpi.

„Ujawnienie materiałów archiwalnych i publiczna dyskusja nad nimi to najlepsza metoda zmierzenia się z przeszłością” ale kto do tego zmusi władze uczelni ! Nie było na to siły przez tyle już lat ! nie ma i obecnie.

Na uczelniach robienie świństw było i jest tak powszechne, że ujawnienie kto robił kolegom świństwa nie jest żadną karą, chyba że dla ujawniającego, bo robiący świństwa bardzo dobrze na tym wychodzili i do dnia dzisiejszego wychodzą. …

Największym zagrożeniem dla uniwersytetów są ich ‚profesorowie’ – starannie wyselekcjonowani, zgodnie z regułami PRLowskiej selekcji negatywnej.
—–

List do prof. Karola Modzelewskiego w sprawach lustracyjnych

Pisze Pan „…do rektorów wyższych uczelni i do dyrektorów instytutów naukowych PAN. To oni mają usunąć niepokornych z pracy i dopilnować, żeby usuniętych przez dziesięć lat nie przyjęto z powrotem. Próbując uczynić z rektora posłusznego wykonawcę politycznych represji, ustawa lustracyjna wchodzi w oczywistą kolizję z autonomią wyższych uczelni, podobnie jak z autonomią PAN.” a ja w gruncie rzeczy nie wiem o czym Pan pisze.

Niby o jakie polityczne represje chodzi ? Ja lustrację widzę nie w kategoriach represji, lecz w kategoriach przyzwoitości, od której znaczna część środowiska akademickiego chce zachować – nie bez powodu – autonomię.

Nic Pan natomiast nie wspomina np. o poczynaniach rektorów, którzy w latach 80-tych niepokornych usuwali z pracy i pilnowali (-ują nadal), żeby usuniętych przez dziesięć, a nawet dwadzieścia lat nie przyjęto z powrotem. Wykazują przy tym daleko idącą autonomię i determinację, także w zakresie zacierania śladów swych poczynań zgodnych z ustawodawstwem lat 80-tych.

Nic Pan nie wspomina, że teczki akademickie bywają bardziej tajne od teczek SB i bywają bardziej modyfikowane ( do dnia dzisiejszego), a służą do ‚dokopywania’ nadal niewygodnym nauczycielom akademickim. …

Pogląd, że rektorzy nie cierpią na amnezję jest zupełnie nieuprawniony w świetle znanych faktów. Niektórzy jak zapadli na amnezję przed laty, tak do dnia dzisiejszego na nią cierpią.

Np. na UJ władze zupełnie nie pamiętają kto weryfikował kadry akademickie w 86 r. i co więcej – zatykają uszy jak im się do ucha krzyczy o kogo chodzi ! Oczywiście kto wykładał, kto formował naukowców w latach 80-tych – nie pamiętają zupełnie i tworzą księgi jubileuszowe pisane przez nadwornych historyków, w których prawdy – ani na lekarstwo. Na wyzdrowienie zatem się nie zanosi.

Pisze Pan „..władze administracyjne państwa nie dysponują środkami, które pozwoliłyby zmusić rektora wyższej uczelni do stosowania represji dyscyplinarnych” . Może i tak, ale rektorzy w latach 80-tych autonomicznie stosowali represje dyscyplinarne, a jak np. rzecznik dyscyplinarny rektora wykazał swoją autonomie i np. wykazał winę uczelni, zamiast niewygodnego delikwenta – to te papiery rektorzy autonomicznie przez ponad 20 lat w sejfach trzymają ! powołując się na ustawy lat 80-tych, które im ten proceder zabezpieczają.

W tekście IPN: kto historyk, kto trąba (GW 2005-08-12) pisze Pan : „Uważam, że każdy obywatel powinien mieć prawo wglądu do własnych akt”

Ja też tak uważam, ale co z tego uważania wynika ? – Nic. Prawo do wglądu akt esbeckich obywatel ma – dzięki IPN, ale nie do akt akademickich – autonomicznie strzeżonych przez rektorów.

Niestety zbyt się demonizuje teczki SB pomijając całkiem aspekt teczek akademickich, które pod ustawę lustracyjną nie podlegają i są na łasce i niełasce autonomicznych rektorów.

—–

List do Dziekana Wydziału Filozofii UJ
(w sprawie lustracji i przyzwoitości)

W uchwale naukowcy piszą, że ustawa w obecnej formie „uwłacza godności człowieka, obywatela i pracownika nauki, może wyrządzić krzywdę wielu niewinnym osobom, które zostaną niesłusznie napiętnowane, jak również narusza autonomię wyższych uczelni”. Zwracają się także do władz uczelni, by zajęły krytyczne stanowisko wobec ustawy, a także zaapelowały do parlamentu i prezydenta o jej uchylenie.” zwracam się z uprzejmą prośbą o możliwość zapoznania się z całym tekstem uchwały.

Jednocześnie mam pytanie, czy Rada Filozofii UJ ma zamiar zająć także stanowisko w sprawie poczynań władz UJ – zarówno w okresie PRLu, jak i do dnia dzisiejszego – uwłaczających godności człowieka, obywatela i pracownika nauki, wyrządzających krzywdę niewinnym osobom niesłusznie napiętnowanym (do dnia dzisiejszego) co narusza zasady elementarnej przyzwoitości, nie mówiąc o tym, że narusza sam Akademicki Kodeks Wartości, w UJ opracowany i tam przyjęty do realizacji !


Niestety z przykładami tych poczynań władz UJ nie można zapoznać się na łamach Gazety Wyborczej, która sama do takich poczyń się przyczyniała, ani na łamach kontrolowanych przez władze uczelni pism – jak Alma Mater czy Dziennik Polski, natomiast można się zapoznać na Niezależnym Forum Akademickim (
www.nfa.pl) stanowiącym niezależny głos środowiska akademickiego, który do tej pory nie został na całe szczęście zakneblowany.

—–

List do profesora Piotra Franaszka w sprawie inwigilacji UJ

Czytamy w prasie ‚Uniwersytet nie jest ani sędzią, ani prokuratorem, ani adwokatem w tej sprawie. Zasada domniemania niewinności jest dla nas niewzruszalna – przypomniał rektor’ ale jednocześnie :„Badania historyków pokazują, że Uniwersytet Jagielloński wyszedł obronną ręką z okresu PRL – powiedział wczoraj rektor uczelni prof. Karol Musioł podczas konferencji prasowej zorganizowanej z okazji opublikowania sprawozdania z dotychczasowych prac zespołu historyków zajmujących się inwigilacją UJ przez Służbę Bezpieczeństwa w latach „

Czyli jednak jest sędzią we własnej sprawie i to sędzią nie uwzględniającym faktów ! Ja uważam, że UJ nie tylko, że nie wyszedł obronną ręką z okresu PRL ( niby jakie są na to fakty?) ale nawet tkwi w tym PRLu po dzień dzisiejszy o czym wielokrotnie pisałem i informowałem władze UJ ….

Czytamy ‚Prof. Piotr Franaszek przypomniał, że SB inwigilowała przez całe lata pracowników naukowych UJ, bo np. obawiała się ich autorytetu i wpływu na studentów….’ a dlaczego nie mówi Pan o tym jak władze UJ (chyba niezależnie od SB ) obawiały się i nadal obawiają się negatywnego wpływu na studentów tych o których studenci np. pisali „dr Wieczorek uczył nas rzetelności i uczciwości naukowej oraz postaw nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego..” „dr Józef Wieczorek był dla nas wzorem nauczyciela i wychowawcy”. a których anonimowe komisje UJ oskarżały o negatywne oddziaływanie na młodzież. O jakim to wyjściu UJ z PRl-u można mówić ? Jakie badania naukowe na to wskazują ? ……

O stratach nauki w Polsce w okresie okupacji hitlerowskiej są pewne dane, o stratach późniejszych trudno znaleźć informacje. a np. geologiczne zbiory naukowe, które przetrwały na UJ Hansa Franka nie przetrwały wybitnych organizatorów peerlowskiego życia akademickiego. Ja zresztą część moich zbiorów musiałem wywozić poza terytorium Krakowa.

Nie mam sił tym się zajmować bo i tak w żadnej, oficjalnej prasie to nie pójdzie ( szczególnie tej kontrolowanej przez UJ) i nikt z tego żadnej konferencji prasowej nie zrobi, a można sądzić po dotychczasowych historiach, że działania operacyjne zostaną zogniskowane na dyskredytowaniu osoby ośmielającej się ujawniać niewygodne dla władz UJ fakty.

Czytamy słowa Rektora:‚Uniwersytet chce poznać swoją prawdziwą historię, nawet tę gorzką – dodał.’ Ale co to ma wspólnego z rzeczywistym stanem rzeczy ? Metody poznawania prawdziwej historii przez jej ukrywanie kompromitują takich uczonych, świadczą o ich nieprzydatności do pracy na uniwersytecie, o ich nieprzynależności do grona naukowców (mimo posiadanych etatów w instytucjach z nazwy naukowych).

Reklamy

Wróg etyczny w III RP zastąpił wroga ludu

źródło

Przegląd informacji medialnych o tym jak Trybunał Konstytucyjny odpowiedział na pytanie : Czy można krytykować kolegów po fachu ?

Sprawa Zofii Szychowskiej w tej kwestii wygrana przed Trybunałem Konstytucyjnym  obrazuje porażającą patologię polskiego środowiska akademickiego i lekarskiego. Można podsumować, że  w III RP komunistycznego wroga ludu zastąpiono wrogiem etycznym.

Wróg etyczny

Polityka

„Lekarz może krytykować lekarza – orzekł przed tygodniem Trybunał Konstytucyjny. Zofia Szychowska, pediatra z Wrocławia, za wytykanie błędów kolegom lekarzom od 10 lat była na przemian wyrzucana z pracy, odsuwana od pracy, koleżeńsko sądzona i służbowo ganiona. Mówi, że koledzy lekarze wykonali na niej wyrok zawodowy.”

„Trybunał Konstytucyjny orzekł, że lekarz może krytykować kolegę po fachu. Dr Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej: – Trybunał nie nakazał zmiany artykułu 52 kodeksu etyki lekarskiej, tylko zmianę wykładni. W praktyce oznacza to, że sądy lekarskie będą musiały zbadać, czy krytyczna wypowiedź jednego lekarza na temat innego jest prawdziwa i czy krytykujący działa w interesie publicznym.

W ciągu 10 lat żaden z korporacyjnych sądów, przed którymi stawała dr Szychowska, nie zastanawiał się, czy podsądna mówi prawdę. Wystarczyło, że krytykuje kolegów po fachu, mówiąc publicznie, że nie powinni robić punkcji lędźwiowych małym pacjentom Kliniki Pediatrii Akademii Medycznej we Wrocławiu.”

Lekarz może krytykować innego lekarza
TRYBUNAŁ O LEKARSKIEJ WOLNOŚCI SŁOWA

TVN24
Artykuł 52. Kodeksu Etyki Lekarskiej jest niezgodny z konstytucją. Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego wydali wyrok w sprawie lekarki, która zaskarżyła kontrowersyjny przepis kodeksu etyki lekarskiej, zakazujący krytyki postępowania innych lekarzy.
Skargę złożyła Zofia Szychowska, lekarka z wrocławskiej Akademii Medycznej. Siedem lat temu skrytykowała ona badania dzieci przeprowadzone tam przez kolegów-naukowców. Władze uczelni ukarały ją za to naganą, a Naczelny Sąd Lekarski – upomnieniem. Powołano się przy tym się na art. 52 kodeksu etyki lekarskiej.

Przepis ten stanowi, iż „lekarz powinien zachować szczególną ostrożność w formułowaniu opinii o działalności zawodowej innego lekarza, w szczególności nie powinien publicznie dyskredytować go w jakikolwiek sposób”.

Lekarka uważa, że ukarano ją na podstawie przepisu, który godzi w wolność słowa i jest niezgodny z Konstytucją. Po serii odwołań do sądów powszechnych sprawa trafiła na wokandę Trybunału Konstytucyjnego.

Tygodnik Powszechny
W 1997 r. w piśmie „Pediatria Polska” dr hab. Zofia Szychowska, pracownik naukowy Kliniki Chorób Zakaźnych Wieku Dziecięcego Akademii Medycznej we Wrocławiu, opublikowała wraz z innym pracownikiem kliniki, Ernestem Kucharem, tekst: „Czy nakłucie lędźwiowe przy podejrzeniu świnkowego zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych jest zawsze konieczne?”. Dowodziła w nim, podpierając się wynikami własnych badań, że wykonywanie u dzieci nakłuć lędźwiowych, czyli punkcji służących pobieraniu płynu mózgowo-rdzeniowego, jest często niepotrzebne, a bywa szkodliwe. Z kolei w niedawnym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” tłumaczyła: „W 1998 r., gdy po roku pracy we francuskim szpitalu wróciłam do Wrocławia, stwierdziłam, że moi koledzy przeprowadzają u dzieci punkcje, które nie mają żadnego uzasadnienia w leczeniu, ale są im potrzebne do badań naukowych. Kiedyś sama takie punkcje robiłam, ale zobaczyłam, że na Zachodzie tego typu zabiegów w ogóle się nie robi. I słusznie, bo to bardzo przykry zabieg. Poinformowałam o swoich zastrzeżeniach szefów mojej kliniki i uczelni. Zostałam za to ukarana naganą przez uczelnianą komisję dyscyplinarną”.
„W 2001 r. dr Szychowska wypowiedziała się na temat punkcji w czasopiśmie „Angora”. Nie był to tekst ani wywiad, a jedynie parę zdań zamieszczonych w artykule „Droga przez mękę” (z 13 maja 2001 r.) o osobach poszkodowanych przez służbę zdrowia. Doktor miała opowiadać, jak stanęła przed uczelnianą komisją dyscyplinarną, protestując przeciw przeprowadzaniu niepotrzebnych punkcji mózgowo-rdzeniowych u dzieci: „Czuję się sekowana przez Senat Akademii Medycznej i niektórych »działaczy« Okręgowej Izby Lekarskiej, ale mimo to jestem z siebie dumna, bo spełniłam się nie jako docent lub przyszły profesor, lecz jako lekarz. Wydaje mi się, że coraz więcej lekarzy traktuje przysięgę Hipokratesa jak nakaz zawodowej solidarności, zamiast solidarności z pacjentem”
„Zarzuty powtórzyła w „Angorze” z 13 stycznia 2002 r. (w tekście „Biała mafia”, trzecim odcinku raportu „Polski pacjent”): „Moja pani profesor bez świadomej zgody rodziców i wyłącznie dla celów badawczych dokonała punkcji lędźwiowych na 40 dziecięcych pacjentach, którzy przeszli poświnkowe zapalenie opon. Punkcja jest zabiegiem o ponadprzeciętnym ryzyku. Takie działanie jest niezgodne z ustawą o zawodzie lekarza i z kodeksem etyki. Zgłosiłam sprawę władzom uczelni, Dolnośląskiej Izbie Lekarskiej i komisji etyki przy KBN. Efekt był taki, że pani profesor została uniewinniona, a mnie ukarano za krytykę profesora. Nikt nie pofatygował się nawet, żeby przesłuchać chociaż jednego świadka. Mnie też nie przesłuchano, były więc to zwykłe sądy kapturowe.”

According to the Polish Constitutional Tribunal, doctors should have the right to criticise one another. The Tribunal announced its decision after investigating Zofia Szychowska’s complaint which was filed in by the Polish Helsinki Foundation of Human Rights.

tvn24
Przypadek doc. Zofii Szychowskiej, która złożyła skargę na zapis kodeksu etyki lekarskiej, pokazuje, że prawda nie ma znaczenia. Została ona ukarana przez sąd przy Izbie Lekarskiej, chociaż nikt nawet nie sprawdził, czy mówiła prawdę.

Szychowska była pracownikiem naukowym AM. W 2001 roku, w wywiadzie dla tygodnika „Angora” skrytykowała swoich kolegów z uczelni za przeprowadzanie niepotrzebnych – jej zdaniem – zabiegów u 40 dzieci. Służyły wyłącznie do celów badawczych i odbyły się to bez zgody rodziców. Po opublikowaniu rozmowy akademia ukarała ją naganą. Sąd pracy uchylił jednak tę decyzję. Sprawą zajął się sąd przy Izbie Lekarskiej. Zarzucił doktor Szychowskiej naruszenie artykułu 52 ust. 2 Kodeksu Etyki i ukarał naganą. W jej sprawie interweniowała Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

GW
„Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Tomasz Korkosz: – Doktor Szychowska może zwrócić się o ponowne rozpatrzenie sprawy przez sądu lekarski. Oczywiście jeśli będzie miała odwagę. Bo tym razem sąd rozpatrzy sprawę nie tylko od strony etycznej, ale i medycznej. Zdecyduje, czy krytykując kolegów, mówiła prawdę.

Jednak Jerzy Nosarzewski, przewodniczący Naczelnego Sądu Lekarskiego, mówi, że po roku od uprawomocnienia się wyroku upomnienie lekarki zostało wymazane z rejestru. – Nie wiem nawet, czy nasze przepisy przewidują możliwość jego uchylenia.

Zofia Szychowska chce też wznowić pracę badawczą na wrocławskiej Akademii Medycznej. Twierdzi, że za swoją wypowiedź nie tylko została napiętnowana przez środowisko lekarskie, ale także jest szykanowana przez władze uczelni. Karano ją za błahe przewinienia, zakazano pracy na oddziale macierzystej kliniki. – Od dziesięciu lat nie mogę kontynuować badań – żali się. Dziś na uczelni prowadzi jedynie seminaria ze studentami.”

Gułag Kraków – Jeden dzień w życiu krakowskiego socjologa

Stanisław Gniadek

cały tekst

Mój socjologiczny dzień wolny od wykładów w krakowskiej Akademii Pedagogicznej tu opisany, rozpoczął się rankiem 14 maja od radosnego i wyczekiwanego momentu otrzymania wypłaty za wykłady z socjologii i historii myśli społecznej. Podjąwszy swoje „honorarium” -w wysokości 900 złotych, czułem się przez kilka chwil jak nabab i king of life, do momentu uświadomienia sobie długów i należności, które muszę z tych pieniędzy opłacić. Wprawdzie kilka dni wcześniej przedłożyłem Rektorowi AP pismo, w którym nieśmiało proponowałem podwyższenie mi zarobków do wysokości pensji przeciętnej sprzątaczki w AP, czyli do kwoty 1500 zł. brutto, bądź w razie niemożności spełnienia mej prośby, zaprotegowania mnie przy moich staraniach się o etat sprzątacza w zacnej AP, ale me niewygórowane prośby kolegialnie zostały odrzucone.

Anatomia przestępstw uczelnianych

ANATOMIA PRZESTĘPSTW UCZELNIANYCH
czyli być adiunktem w krakowskiej Akademii Ekonomicznej

W celu nabycia książki najlepiej skontaktować się bezpośrednio z autorem (obecnie bezdomnym)

tel. 513 360 794