Proszę o wyznaczenie mi terminu wznowienia moich wykładów i seminariów

wieczorek1

Kraków, 5 grudnia 2008

 

Józef Wieczorek

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

 

Senat i Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego

oraz Dziekan Wydziału BiNoZ

L.dz/5/12/2008/1

 

Proszę o wyznaczenie mi terminu wznowienia moich wykładów i seminariów

 

Pismo podpisane przez Kierownika Działu Spraw Osobowych UJ informuje mnie o sposobie pierwszego zatrudniania nauczyciela akademickiego na UJ, gdy jak informowałem i Dział Spraw Osobowych ma obowiązek to wiedzieć, po raz pierwszy na UJ byłem już zatrudniony i z winy poczynań władz UJ, realizujących politykę kadrową PZPR (i SB ?) z UJ zostałem usunięty na podstawie fałszywych oskarżeń dokonanych przez anonimową do dnia dzisiejszego komisję.

Chcę zwrócić uwagę, że kilka lat temu na okoliczność starań o otrzymanie pisma, odnośnie mojego zatrudnienia na UJ, potrzebnego do celów emerytalnych, na podstawie numeru PESEL na UJ nie potrafiono mnie zidentyfikować ( to tak na marginesie ogólnopolskiej dyskusji na temat identyfikacji osób żyjących, czy zmarłych i roli numeru PESEL w tej kwestii).

Jest to standard, gdyż nie zostałem zidentyfikowany także jako pracownik UJ, uruchamiający studia geologiczne po ‚stalinowskiej’ przerwie, na okoliczność jubileuszu UJ w r. 2000, ani na okoliczność badań Komisji Senackiej dla rozpoznania działań represyjnych o charakterze politycznym w UJ w okresie PRL , ani na okoliczność rozmów rektorskich i badań (nie)stosownych komisji w sprawie inwigilacji UJ.

Mając wiedzę, że TW nadal bez problemu pracują na UJ, co jak widać nie wpływa negatywnie na młodzież akademicką, nie mam zamiaru się usprawiedliwiać, że TW ani towarzyszem nigdy nie byłem ( co zdaje się interpretowano jako negatywne wpływanie na studentów), bo uczelnię traktowałem jako wspólnotę nauczających i nauczanych poszukujących prawdy, a nie jako trampolinę umocowaną politycznie do robienia kariery prostytutki akademickiej.

Jak rozumiem, władze UJ nie mają kompetencji do kierowania taką złożoną strukturą jaką jest uniwersytet, stąd praca na uczelni szwankuje. Poza produkcją wina jakoś nie widać pozytywnych rezultatów, którymi by można się było pochwalić przed podatnikiem płacącym na funkcjonowanie uczelni.

Jak już wielokrotnie informowałem, usunięcie mnie z uczelni spowodowało nie tylko zniszczenie mojego warsztatu pracy, ale także obniżyło w sposób nad wyraz widoczny poziom studiów geologicznych (i pokrewnych). Odbiło się zdecydowanie negatywnie na kształceniu nowych kadr naukowych . Jak można ocenić po efektach mojej działalności w najtrudniejszych latach 80-tych (20 mgr, w tym połowa aktywnych naukowo), w wyniku wyrzucenia mnie z uczelni, co najmniej kilkudziesięciu pracowników naukowych nie zostało wprowadzonych do systemu akademickiego.

Za braki kadr naukowych odpowiadają władze uczelni, które sobie nie radzą w tej kwestii, a nie ja, bo ja sobie nad wyraz dobrze radziłem, co musiało spotkać się z ripostą przedstawicieli akademickiego społeczeństwa Ików. O swoich ‚zasługach’ dla obniżenia poziomu uczelni władze UJ podatników nie informują.

Przytoczę, że na innych uczelniach, które nie utraciły swej autonomii na rzecz PZPR, SB i ich beneficjentów, przywracano do pracy usuniętych w czasie politycznych weryfikacji, gdy władze UJ do dnia dzisiejszego heroicznie walczą o akceptację ‚prawa’ stanu wojny polsko-jaruzelskiej przedkładając to prawo nad Konstytucję III RP, swój statut, i Akademicki Kodeks Wartości.

Oczekuję, że władze uczelni w końcu zrezygnują z hołubienia systemu komunistycznego i przywrócą do pracy usuniętych w ramach haniebnych poczynań najwyższych władz uczelni, pozostających chyba nadal w symbiotycznych relacjach z siłami peerelowskiego zła.

Wymaga tego elementarna przyzwoitość i potrzeby nauki oraz edukacji, jedynie z nazwy obecnie wyższej.

Proszę o wyznaczenie mi terminu wznowienia moich wykładów i seminariów i udostępnienia mi warsztatu pracy naukowej.

W przypadku dalszych trudności ze zrozumieniem słowa pisanego, proszę o wyznaczenie terminu spotkania, aby mogło dojść do konfrontacji słowa mówionego.

Józef Wieczorek

 

————————

odp-10-10-2008

 

cz.1 – OSKARŻAM AKADEMIĘ EKONOMICZNĄ w Krakowie – Wstęp

STANISŁAW GNIADEK

OSKARŻAM AKADEMIĘ EKONOMICZNĄ w Krakowie

MOTTO: Nie bój się wrogów, w najgorszym razie mogą cię zabić. Nie bój się przyjaciół, w najgorszym razie mogą cię zdradzić. Strzeż się obojętnych-nie zabijają i nie zdradzają, ale za ich milczącą zgodą mord i zdrada istnieją na świecie.

/w: Marian Mazur 1970 Historia naturalna polskiego naukowca/

KRAKÓW 2008.

Słowo wstępne.

W dniu 26 czerwca 2006 roku zostało wydane postanowienie o wszczęciu śledztwa przez IPN – Komisję ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu przeciwko Akademii Ekonomicznej w Krakowie oskarżonej o to ,że w sposób złośliwy i uporczywy naruszyła moje prawa pracownicze poprzez niezasadne wszczęcie postępowania dyscyplinarnego i zwolnienie mnie z pracy.

Osobami podlegającymi procedurze przesłuchania w roli świadków byli:

1. Prof.dr hab. Ryszard Dyoniziak

2.    -„-       Czesława Żuławska

3.    -„-       Leszek Kałkowski

4.    -„-       Stanisław Lis

5.    -„-       Jan Targalski

6.    -„-       Jan Szpak

7.    -„-      Jerzy Hausner

Moją pierwszą część pracy opisującej Akademię Ekonomiczną pt. „Anatomia przestępstw uczelnianych, czyli być adiunktem krakowskiej Akademii Ekonomicznej”, zakończyłem Protokołami Przesłuchań prof. AE przez prokuratora P. Grądzkiego, oraz moim zażaleniem na umorzenie Śledztwa dokonanym przez tegoż prokuratora.

W Zażaleniu stwierdziłem że:

1 .Kategorycznie i w pełni odrzucam postanowienie w żadnym stopniu nie odzwierciedlającym istotę i przyczyny krzywdy jaką mi wyrządziła komisja dyscyplinarna  AE.

2 .Postanowienie w rażący sposób odbiega od Postanowienia podjętego w tej sprawie przez Ministerialną Komisję Dyscyplinarną , która w pełni uniewinniła mnie od zarzutów KD AE.

3. Śledztwo było prowadzone nierzetelnie i tendencyjnie, co przejawiało się w odbieraniu mi przez prokuratora prawa do zadawania pytań świadkom, które były decydujące w wyjaśnianiu przestępczej działalności świadków wobec Narodu jak i wobec mnie/casus premiera Hausnera i Dyoniziaka /

Treść:

1. Szczegółowy opis przesłuchań członków Komisji Dyscyplinarnej AE, przez Komisję Ścigania Zbrodni p-ko Narodowi Polskiemu w roku 2006.

a. Przesłuchanie R. Dyoniziaka

b.  Przesłuchanie L. Kałkowskiego

c. Uwagi o rektorze AE J .Altkornie

d. Przesłuchanie St. Lisa

e.   Przesłuchanie J. Hausnera

f. Przesłuchanie Cz. Żuławskiej

g.   Przesłuchanie J.Szpaka

h.   Przesłuchanie J.Targalskiego

2. Rola i znaczenie R .Dyoniziaka w funkcjonowaniu Zakładu Socjologii w AE.

3. Wykaz funkcjonariuszy SB w AE.

4. Kalendarium wydarzeń.

5. Spis dokumentów / listy, pisma /.

6. Podziękowania dla osób wspierających Autora w ciężkich chwilach.

7. Uwagi końcowe.

————-

Szczegółowy opis przesłuchań świadków.

Przesłuchania dokonywały się w każdy poniedziałek o g. 10 00, począwszy od dnia 21 sierpnia 2006 roku w siedzibie IPN w Krakowie przy ul. Reformackiej 3. Przesłuchiwał prok. lPN Piotr Grądzki, w roli oskarżyciela posiłkowego występował dr Stanisław Gniadek. Oskarżycielowi posiłkowemu przysługiwało prawo nagrywania przesłuchania zarówno głosu jak i obrazu jednak z braku aparatury nie skorzystałem z tego prawa, sądzac, że protokołowanie przesłuchania przez prok. Grądzkiego będzie wystarczaj ąco rzetelne. Był to mój poważny błąd.

cd. nastąpi

Czerwony smok pożera nie swoje dzieci

Tekst oryginalny: CZERWONA NAGONKA NA NAUKOWCA, autor : Piotr Jacyszyn . Tekst opublikowany na portalu Niezalezna.pl dnia 17-09-2008  Zamieszczony na tej stronie za zgodą Redakcji portalu. 

Czy prowadząc szkołę językową można stać się ofiarą potkomunistycznej nagonki? Okazuje się, że tak. Przekonała się o tym dr Maria Sicińska – wybitny pedagog i naukowiec. Padła ofiarą nagonki, której przewodzi profesor Wojciech Pomykało – niegdyś etatowy pracownik „Trybuny Ludu”, członek rzeczywisty moskiewskiej Akademii Nauk Pedagogicznych i Społecznych w Moskwie, w czasach PRL gorliwy wyznawca ideologii marksizmu i leninizmu.

Doktor Maria Sicińska jest naukowcem, nauczycielem metodykiem i pedagogiem. Specjalistą w zakresie nauczania języków obcych dla dzieci z ADHD. Jej kariera nabierała znacznego rozpędu i jeszcze kilka lat temu nic nie wskazywało, że obecnie, w wyniku walki sądowej z jej niedawnymi zwierzchnikami na uczelni, znajdzie się w tragicznym położeniu życiowym. Jej prywatna szkoła językowa stała się solą w oku dla kadry Wyższej Szkoły Społeczno – Ekonomicznej w Warszawie. Kadry, opanowanej przez eseldowski beton. Pani doktor znalazła się na krawędzi bankructwa, dawni koledzy – naukowcy się od niej odwrócili, w wyniku stresu – nabawiła się choroby układu krążenia.

Sicińska wciąż jest jednak dobrej myśli, liczy na to, że sprawiedliwość w końcu zatriumfuje. Nawet, gdy cena za to okaże się bardzo wysoka.

Wysokie kwalifikacje

Nigdy nie miała nic wspólnego z polityką, ale miała nieszczęście, na początku obecnej dekady, związać się z Wyższą Szkołą Społeczno-Ekonomiczną (WSSE) w Warszawie. Jest to – wbrew nazwie – uczelnia bardzo polityczna, poprzez osobę jej założyciela i wielu wykładowców, bardzo aktywnych, często przez kilka dziesięcioleci, na rzecz nauki marksistowsko-leninowskiej tak hołubionej w PRL.

Dr Sicińska to znana i cenioną specjalistka od nauczania dzieci i młodzieży z ADHD (złożyła rozprawę habilitacyjną w Katedrze Języków Specjalistycznych Uniwersytetu Warszawskiego nt.: „Nauczanie języków obcych dzieci i młodzieży z zespołem ADHD, ADD, dysleksją i dysgrafią”). Była stypendystką uczelni amerykańskich. W 2001 r., po obronie doktoratu z metodyki nauczania języków obcych w Instytucie Filologii Angielskiej UAM w Poznaniu oraz i po opatentowaniu swojej autorskiej metody nauczania dla osób dorosłych, za namową prof. Jacka Fisiaka, podjęła pracę we wspomnianej WSSE w Warszawie. Jej założycielem i ówczesnym właścicielem był prof. Wojciech Pomykało. To on, przez kolejnych kilka lat stał się jej pracodawcą. Zaś od lat dwóch jest osobą, z którą Sicińska toczy wciąż nierozstrzygnięte boje w sądzie.

Naukowiec na froncie ideologicznym

Prof. Wojciech Pomykało jest członkiem rzeczywistym Akademii Nauk Pedagogicznych i Społecznych w Moskwie oraz członkiem rzeczywistym Międzynarodowej Akademii Kadrowej w Kijowie. Jak sam o sobie pisze w oficjalnym życiorysie na stronach internetowych WSSE, łączył działalność praktyczną w aparacie politycznym PZPR z pracą dydaktyczno-naukową. Był przez dziesiątki lat etatowym publicystą „Trybuny Ludu”, a także redaktorem naczelnym „Oświaty i Wychowania”, pisma dla PRL-owskich nauczycieli, pełnego dyskusji programowych nt. procesów wychowawczych młodzieży w duchu socjalizmu. Autorem takich dzieł, jak choćby to o stosunku Piusa XII do Niemiec hitlerowskich („Ojciec chrzestny faszyzmu”, LSW, 1955 r.), „Kościół milczenia” (Książka i Wiedza, 1967 r.), „10 razy o problemach laicyzacji” (KiW, 1971 r.), „Socjalistyczna strategia wychowawcza” (Wyd. MON, 1972 r.) czy „Kształtowanie ideału wychowawczego w PRL w latach 1944-1977”, KiW, 1977 r. (będącej podstawą pracy doktorskiej późniejszego profesora). 

Marksistowska kadra WSS-E

Wśród czołowej kadry naukowej WSS-E znajdują się takie tuzy nauki, zaliczane w PRL – podobnie jak Pomykało – do czołowych pracowników tzw. frontu ideologicznego, jak prof. Mieczysław Michalik, b. rektor Wojskowej Akademii Politycznej, prof. Kazimierz Żygulski, w stanie wojennym minister kultury, a także prof. Oleg Bogomołow (w latach 1969-1998, dyrektor Instytutu Międzynarodowych Studiów Ekonomicznych i Politycznych Akademii Nauk ZSRR (później Rosji). Zaś współpracują m.in. prof. Wiesław Iskra (autor m.in. Ekonomii politycznej socjalizmu, wyd. WSNS przy KC PZPR, 1973 r.) czy marksista i wciąż aktywny ideolog SLD Stefan Opara, jeden z czołowych wykładowców Akademii Nauk Społecznych przy KC PZPR.

Zrobione – nie zapłacone

Zadaniem młodej pani doktor było stworzenie autorskiego programu telewizyjnego do nauczania języka angielskiego. W 2002 r. przez siedem miesięcy Maria Sicińska pracowała nad stworzeniem tego programu. Jak wspomina, była wówczas autorką scenariusza, współpracowniczką wybranego studia filmowego MM, czasami montażystką, a także lektorką i konsultantką. Powstało wówczas 20 odcinków filmów z kursem językowym. Za tę pracę otrzymała zaledwie 7400 zł brutto. Sicińska zgodziła się na te warunki, bowiem umowa zawierała klauzulę, że z tytułu emitowania jej kursu będzie miała wypłacane tantiemy. I tak, na emisję w telewizji EDUSAT (specjalizującej się w emisji programów oświatowych), udzieliła dodatkowo licencji, za którą miała otrzymywać osobne honoraria. 

Jej autorski program był emitowany, filmy wykorzystywane, a zapłaty jakoś ciągle nie było. Gdy Maria Sicińska zaczęła się upominać o swoje pieniądze, wpierw usłyszała, że musi jeszcze dodatkowo napisać podręcznik oraz stworzyć kolejne 60 odcinków kursu, które prof. Pomykało zamierzał sprzedawać. Nakręciła więc je, a także napisała podręcznik. Jednak zamiast spodziewanych zaległych tantiem, których wysokość wycenili później specjaliści z ZAIKS-u na ponad 3 mln zł, otrzymała wymówienie z pracy z powodu likwidacji stanowiska pracy. 

„Okręt flagowy” WSSE

Było to o tyle zaskakujące, że – jak sama wspomina – w ciągu bez mała czterech lat pracy na WSSE stała się bez mała „okrętem flagowym” uczelni również, a może przede wszystkim, na arenie międzynarodowej. M.in. jako prelegentka – autorka programu edukacyjnego do nauczania języka angielskiego dla osób dorosłych wg. własnej metody nauczania, na konferencji w Senacie RP, prowadzonej pod auspicjami wczesnego wykładowcy WSSE, pierwszego jej rektora, a w owym czasie SLD-owskiego marszałka senatu, prof. Longina Pastusiaka  (kolejna skamielina PRL-owskiej nauki!). Na owej konferencji program prezentowany był założycielowi Open University w Londynie, gościowi honorowemu konferencji, Neilowi Costello. 

Oddajcie ponad trzy miliony!

W 2005 r., pokrzywdzona przez Pomykałę Sicińska skierowała do prokuratury doniesienia o popełnieniu przestępstwa – oszustwa przez jej byłego pracodawcę. Sprawa dotycząca prof. Pomykały prowadzona jest przed Sądem Okręgowym w Warszawie, w Wydziale Cywilnym. Pozew został ostatecznie złożony w połowie 2006 r. Sprawa jasna i prosta z punktu widzenia prawa, w obliczu walki ze środowiskiem polityczno-edukacyjnym, ze skorumpowanym światem ludzi w polskiej edukacji zamieniła się w życiowy dramat Sicińskiej. 

„Trudności proceduralne”

Już przebieg sprawy w sądzie budził wątpliwości co do chęci szybkiego jej wyjaśnienia przez sędziów. Odraczano kolejne rozprawy zasłaniając się możliwościami technicznymi sądu, który nie mógł zapoznać się, ze zrealizowanym przez Sicińską programem. Na pierwszej rozprawie zażądano zastąpienia kaset z nagraniami, materiałem w formie DVD. Na kolejnej po dostarczeniu materiałów DVD poproszono o scenariusze do wszystkich filmów. A kiedy i to życzenie sądu zostało spełnione orzekł on, że jednak woli obejrzeć filmy i ponownie rozprawę odroczył. Przy kolejnej rozprawie rozpoczęto zapoznawanie się z materiałem, ale z braku głośników na sali sądowej poddano w wątpliwość czy materiał na pewno jest przygotowany po angielsku. Tego typu „trudności proceduralne” trwały łącznie osiem miesięcy. Obecnie sprawa cały czas jest w toku – wciąż w pierwszej instancji. Prawdopodobnie nie zostanie zakończona w tym roku. W razie odwołania się którejś ze stron od wyroku sąd drugiej instancji może go utrzymać w mocy, zmienić albo uchylić i przekazać do sądu pierwszej instancji do ponownego rozpoznania. W tej sytuacji sprawa zaczyna się od nowa. Oczywiście możliwa jest też następnie kasacja. A to kolejne miesiące jeżeli nie rok.

Know-How

Na tym niestety nie kończą się problemy dr Marii Sicińskiej. Po odejściu z WSSE w 2005 r. założyła ona własną szkołę języków obcych „Know-How” na warszawskim Ursynowie. Uzyskała wszelkie wymagane zgody z MEN i podjęła pracę. Niedługo potem jednak okazało się, że w Kuratorium Oświaty w Poznaniu zginęły dokumenty zezwalające jej na prowadzenie szkoleń. Wkrótce potem została rozpętana internetowa nagonka na Sicińską: w krótkim czasie pojawiły się dziesiątki wpisów anonimowych osób, oskarżających ją, że nie ma żadnego wyższego wykształcenia. Na organizowanych przez nią kursach i szkoleniach pojawiały się osoby, które wyrażały swe niezadowolone, że kurs prowadzi szkoła „podejrzanej” o malwersacje osoby. Posypały się żądania natychmiastowego zwrotu wpłaconych pieniędzy na kursy i szkolenia, zrywano umowy pod pretekstem rzekomej „złej opinii” itd.

To wszystko zachwiało kondycją finansową firmy Sicińskiej, tym bardziej, że pierwsze żądania finansowe właścicielka natychmiast spłaciła, ponosząc przy tym olbrzymie straty, których nie sposób było uniknąć (chociażby takich jak opłacone, a nie wykorzystane sale wykładowe). 

Nie wszyscy spłaceni

Pretensje kolejnych zatrudnianych lektorów, jak i zwykłych kursantów, Maria Sicińska spłacała ratami. Mimo to część „wierzycieli” zaczęło składać donosy na policję, że zostali okradzeni przez właścicielkę szkoły. Wszystkie te osoby znalazły się natychmiast pod prawnicza opieką wpływowego w kierownictwie SLD, byłego szefa Kancelarii Sejmu za czasów rządów Millera, b. przewodniczącego rady nadzorczej spółki naftowej PERN „Przyjaźń” i nieoficjalnego kandydata SLD na prezydenta Warszawy w 2002 r., mec. Krzysztofa Czeszejko-Sochackiego. 

Obecnie prowadzone są cztery postępowania (dwa w sądzie, dwa w prokuraturze) przeciwko Marii Sicińskiej, które faktycznie dotyczą tego samego jednego zdarzenia. Otóż, posiadając w maju 2006 r. akredytację stołecznego kuratorium oświaty dr Sicińska przeprowadziła – w oparciu o pisemną zgodę szefa wydziału kształcenia ponadgimnazjalnego i ustawicznego, Romana Henicza – kurs z tzw. „dodatkowego naboru”, i – co za tym idzie – nastąpiło przedłużenie terminów realizacji tych szkoleń. Jak się później okazało kuratorium ową zgodę dyr. Henicza …zagubiło. W październiku 2006 r. zakwestionowało istnienie dokumentu. Urzędnicy kuratorium informowali później telefonicznie absolwentów kursów Sicińskiej, że zostali przez nią „oszukani”. Już sam fakt, że urzędnicy państwowego urzędu nazywali dr Sicińską, osobę niekaraną, „oszustką” stanowi przestępstwo zniesławienia i oszczerstwa (paragraf 212 kk). W powyższej sytuacji, nie czekając na zamknięcie kontroli placówki, postawiono Sicińskiej zarzuty i w tempie tym razem w ekspresowym tempie sprawę skierowano do sądu.

Zniszczenie dorobku

Stworzenie atmosfery przestępstwa i domniemania winy spowodowało całkowite zniszczenie  dorobku naukowego dr Marii Sicińskiej w Polsce i postawiło jej firmę trzykrotnie w stan zagrażający płynności finansowej, co z kolei odbiło się negatywnie na stosunkach z pracownikami – wpłynęły od nich dwa zgłoszenia do sądu pracy przeciwko właścicielce „Know-How”. Obecnie placówka ta działa w bardzo ograniczonym zakresie, pozwalającym doktor Sicińskiej na jej utrzymanie. W ciągu ostatniego roku spłaciła ona ok. 70-80 tys. zł należności firmy w stosunku do osób dochodzących swoich, nie zawsze uzasadnionych, roszczeń (na dziś pozostaje jeszcze do spłacenia około 30 tys. zł). 

Kosztem zdrowia

W tej sytuacji Sicińska zmuszona została do sprzedaży swojego mieszkania i samochodu, aby opłacać bieżące wydatki i rosnące zadłużenie. Jej stan zdrowotny równocześnie ulegał pogorszeniu, była hospitalizowana z powodu problemów z sercem, pozostaje do dzisiaj pod ścisłą kontrolą lekarza ze względu na nadciśnienie. 

Akcja pomówień wobec Sicińskiej jest stale prowadzona m.in w internecie. Ostatnio także przedstawiciele firmy windykacyjnej Primus zaczęli nachodzić właścicielkę „Know-How” w miejscu jej zamieszkania, stosując przy tym groźby karalne i posługując się metodą szantażu.

W tym zakresie dr Sicińska złożyła zawiadomienie o przestępstwie do prokuratury na Mokotowie w sierpniu 2008 r. Jednak nikt z prokuratury do tej pory nie podjął żadnych działań. Brak jakiejkolwiek reakcji na to zawiadomienie ze strony organów ścigania dziwnie koresponduje z poprzednimi (zawsze odmownymi) rozstrzygnięciami prokuratury w zakresie składanych zawiadomień o popełnieniu przestępstw przez prof. Pomykałę. Dla jej stanowiska symptomatyczne jest zwłaszcza stwierdzenie: „prokuratura nie zamierza prowadzić postępowania przeciwko prof. Pomykale bowiem on jedynie nie wywiązał się z obowiązku zapłaty wynagrodzenia wynikającego z zawartej umowy”. A to „jedynie” dotyczy kwoty ponad 3 mln zł wyliczonej wg. najniższych stawek ZAIKS-u. 

Piotr Jacyszyn

————————————————————————-

mec. Janusz Siemieński, adwokat zajmujący się sprawami WSS–E w Warszawie, m.in. reprezentant prawny tej uczelni w procesie jej wytoczonym przez Marię Sicińską:

1/ Istotnie WSSE własnym staraniem i na własny koszt dokonało nagrań lekcji języka angielskiego wg tekstów przygotowanych przez P. Sicińską. Były to krótkie scenki rodzajowe dotyczące np. wizyty w sklepie czy też przygotowywania posiłków w kuchni. Otrzymała ona za to wynagrodzenie zgodne z pisemną umową. Pani Sicińska z własnej inicjatywy, ułatwiając sobie w ten sposób pracę podczas prowadzonych przez siebie (oczywiście opłaconych) lekcji emitowanych przez TV Edusat do studentów WSSE (podstawowa forma kształcenia stosowana przez uczelnię) wykorzystywała w miejsce „żywego słowa” nagrane uprzednio za środki WSSE krótkie filmy przedstawiające wyżej wymienione scenki rodzajowe. Nadmieniam, że wszyscy wykładowcy zatrudnieni przez WSSE przy prowadzeniu emitowanych następnie lekcji posługują się własnymi książkami, skryptami notatkami itd., które stanowią ich własność intelektualną samodzielnie decydując o kształcie wykładu i zakresie wykorzystania własnych dzieł w rozumieniu ustawy. Nikt z setek wykładowców zatrudnionych przez WSSE nie wpadł na pomysł żądania z tego tytułu dodatkowego, odrębnego wynagrodzenia. Nie są znane mi „fakty” obiecywania P. Sicińskiej dodatkowych tantiem ani honorariów za emisję jej lekcji, w których wykorzystywała w/w nagrania.

2/ Nie są znane mi sytuacje, w których P. Sicińska byłaby zmuszana do kręcenia i montażu dodatkowych odcinków, czy też pisania podręcznika. Sądzę, że gdyby miało to miejsce P. Sicińska z pewnością podniosłaby tę okoliczność w licznych pismach procesowych, a takiej sytuacji jako pełnomocnik procesowy WSSE nie przypominam sobie. P. Sicińska rozstając się z uczelnią wytoczyła jej kilka procesów sądowych o rzekomo należne Jej wynagrodzenie. Wszystkie jej roszczenia zostały przez Sąd oddalone prawomocnymi wyrokami. Jednym z powodów rozstania się uczelni z P. Sicińską była ocena jej pracy jako nauczyciela akademickiego wystawiona jej przez studentów w rankingu przeprowadzonym przez renomowany instytut. Zajęła tam na stu kilkudziesięciu ocenianych wykładowców – o ile pamiętam – przedostatnie miejsce jako jeden z najgorszych nauczycieli w historii WSS-E.

3/ Nie wiem, kto wyliczył „honorarium” P. Sicińskiej na kwotę ponad 3 mln zł. Zdaniem WSS-E roszczenia P. Sicińskiej są bezzasadne co jak sądzę zostanie przyznane przez sąd w toczącym się procesie. Istotnie przedstawiciele uczelni byli kilkakrotnie przesłuchiwani w ciągu ostatnich dwóch lat przez policję na skutek doniesień P. Sicińskiej. Z tego co wiem organy ścigania po wysłuchaniu wyjaśnień przedstawiciela uczelni odmówiły dalszego prowadzenia postępowania. W każdym razie nic mi nie wiadomo, aby postępowania takie toczyły się w dalszym ciągu.

———————

Mec. Jacek Wolański pełnomocnik Marii Sicińskiej: W odpowiedzi na Państwa pytania dotyczące toczącego się sporu pomiędzy p. Marią Sicińską  a  WSSE – jako jej pełnomocnik w omawianym sporze – uprzejmie informuję, że:

– przedmiotem sporu jest roszczenie p. Marii Sicińskiej z tytułu należnego Jej wynagrodzenia z tytułu wykorzystywania przez stronę pozwaną tj. WSSE – objętych  ochroną –   praw autorskich.   Niewątpliwie  roszczenie dochodzone przed Sądem Okręgowym w Warszawie znajduje źródło w umowie zawartej przez WSSE z p. Marią Sicińską  przewidującej uzgodnienie i wypłatę tak uzgodnionego wynagrodzenia za wykorzystywanie Jej dzieła.  WSSE  uchyliła się od uzgodnienia a następnie od wypłaty wynagrodzenia – przez co stało się koniecznym skierowanie sprawy na drogę postępowania sądowego.  Okoliczności  w  jakich dochodziło do wykonania  tego dzieła jak i innych prac przez  WSSE   na swoją rzecz są obecnie przedmiotem badania w postępowaniu sądowym  i z ich oceną należałoby się powstrzymać do czasu  jego  prawomocnego rozstrzygnięcia.

– honorarium jakiego dochodzi p. Maria Sicińska, niewątpliwie wysokie, zostało obliczone w oparciu o stosowane stawki wynagrodzeń  należne autorom dzieł stowarzyszonych w ZAIKS  i jest pochodną wielokrotnego wykorzystywania dzieła przez WSSE. Dość przypomnieć, iż w telewizji EDUSAT  – pozwana WSSE emitowała wykłady i filmy autorstwa p. Marii Sicińskiej przez wiele tygodni  codziennie i to po kilka razy – czerpiąc z tego szereg korzyści.

– przyczyny i okoliczności rozwiązania przez WSSE umowy o pracę z p. Marią Sicińską, aczkolwiek przywoływane przez WSSE w toczącym się sporze, nie mogą i nie mają  znaczenia dla oceny,  czy ktokolwiek może – bez stosownej umowy i zapłaty godziwego wynagrodzenia – korzystać z cudzej pracy  i cudzego dorobku.

Tak więc reprezentując p. Marię Sicińską w sporze z WSSE jestem głęboko przekonany o słuszności Jej roszczeń znajdujących pełne uzasadnienie w przytaczanych  przed Sądem argumentach i przepisach prawa.

Ciągłość personalna niszczy polskie uczelnie

źródło

System się zmienił, ale pozostała ciągłość personalna; ona się teraz kończy z powodów biologicznych, ale ci ludzie ukształtowali następców na swoje podobieństwo. Owi następcy odziedziczyli anty­etos PRL-owskiego wymiaru sprawiedliwości, w którym sprawiedliwość jest najmniej ważna, liczy się suchy przepis. Podobna ciągłość personalna niszczy polską edukację, zwłaszcza wyższe uczelnie. Tak naprawdę one się w sposobie myślenia pracowników i części naukowców niewiele zmieniły; ludzie, którzy je opanowali, bronią interesu korporacyjnego wbrew dobru wspó1nemu.

Bronisław Wildstein

U(J)bekistan trzyma się mocno

Józef Wieczorek

Nie było dla nikogo tajemnicą, że w czasach PRL-u czynnik partyjny miał ogromny wpływ na życie uczelni. Żaden awans, żadna nominacja, żaden służbowy wyjazd zagraniczny, nie mogły mieć miejsca bez wiedzy, poparcia, a przynajmniej przyzwolenia czynnika partyjnego.

Życie uczelni, partii i SB wzajemnie się przenikały. Pozostaje zatem rozpoznanie tej symbiozy, udokumentowanie jak ona przebiegała i jaki miała wpływ na życie akademickie uczelni, które jak się mówi – w sposób zasadny – pozostały skansenami nie do końca upadłego PRL-u.


Potrzebne jest kompleksowe ujęcie problemu z poznaniem zarówno teczek SB, jak i PZPR oraz partii sojuszniczych, młodzieżowego zaplecza oraz teczek „służb” akademickich. Potrzebne są też opinie świadków.

Doświadczenia b. NRD wskazują, że w środowiskach akademickich wystarczył uścisk dłoni bez pozostawienia innych śladów, aby doszło do współpracy i np. deklaracji załatwiania niewygodnych osób. Niewygodnych wykańczano także psychicznie, stosując ostry mobbing i to była bardzo mocna broń, bo jej stosowanie trudne jest do udowodnienia szczególnie przy analizach tylko teczek bezpieki.

Niestety u nas nie ma woli, aby przyczyny, przebieg i zasięg tego zjawiska poznać. Bez udziału czynnika ludzkiego, jeszcze żyjących świadków, niewyjaśnione pozostaną okoliczności wielu błyskotliwych karier akademickich jednych a druzgotania drugich

(Czarna księga komunizmu (uniwersyteckiego)

—–

W Polsce mimo ogromnego zwiększenia liczby uczelni i liczby studentów profesorowie należą do kategorii wymierającej bo na ogół liczą ponad 60 lat, a często trzymają się na posadach także w zaawansowanym wieku emerytalnym. Kariery robili jako młodzi naukowcy w czasach PRL-u i spora ich część wykazywała się koniecznym dla zrobienia kariery konformizmem a nierzadko przynależnością do wiodącej siły ludu miast i wsi bo takie czynniki pozamerytoryczne były wówczas preferowane. TW na uczelniach nie należeli do rzadkości.

Lustracja środowiska akademickiego ?

——

Niestety środowisko akademickie nie dokonało samooczyszczenia pozytywnego. Oczyszczono je natomiast z elementu niepewnego, nielojalnego w stosunku do trzymających władzę i stanowiącego zagrożenie dla przewodniej siły narodu. Czyściły komisje anonimowe, zapewne z odpowiednim udziałem czynnika stojącego na straży jedynie słusznego systemu.

Składu komisji władze UJ do dnia dzisiejszego bronią iście heroicznie, a łamano przecież elementarne prawa człowieka, bo na mocy ‚prawa’ nie istniały możliwości odwoływania się do sądu.

Teczki uczelniane na niewygodnych pracowników, które bywały gdzieś wysyłane do nieznanych obecnie departamentów, niekoniecznie w zbiorach SB, nie są dostępne dla pokrzywdzonych a władze uczelni do dnia dzisiejszego powołują się na ‚prawo’ stanu wojennego, które pozwala im takie teczki aresztować, czy niszczyć.

Łamie się Konstytucję dla utajnienia prawdy.

Niestety w procesie niszczenia osób działających niewygodnie w Solidarności i obrony racji symbiontów partyjnych, także po roku 1989 r., swoją rolę odegrała także Solidarność UJ, więc i ten aspekt winien być wzięty pod uwagę i rozpoznany.

Teraźniejszość winna być kluczem do poznania przeszłości. Teraźniejsze wybiórcze niszczenie starych akt, tworzenie nowych, aresztowanie akt niewygodnych, niekonfrontowanie ‚papieru’ z człowiekiem prowadzi do stanu takiego, że ‚papierowy’ kat może być rzeczywistą ofiarą, a ‚papierowa’ ofiara rzeczywistym katem. To widać na przykładzie inspekcji dostępnych akt uczelnianych.

Jeśli się bada sprawę inwigilacji Solidarności uczelnianej, trzeba zbadać też akta uczelniane, nie tylko uczelnianej organizacji partyjnej, decyzje ciał kolegialnych, oceny czy zarzuty wobec pracowników i odnieść to do całego kontekstu. ….

Rzetelne ujawnienie akt bezpieki i jej symbiontów miałoby istotne znaczenie dla opracowania Czarnej Księgi Komunizmu w Nauce i Edukacji’, której tak bardzo się boją niektórzy ‚historycy’ UJ uważając, że miałaby ona małą nośność naukową, i że nie warto na nią przeznaczać publicznych pieniędzy. Natomiast wydawane są księgi ‚historyczne’ z publicznych pieniędzy, w których czyści się niewygodne nazwiska, nie ma ani słowa o komunizmie, o stanie wojennym, o symbiozie miedzy partią a SB na uczelniach. I tym się karmi nasze młode pokolenie. Należy jak najszybciej zmienić dietę!

Historia w tajnych teczkach zabezpieczona.

——

Jak nawiązać dialog z UJ ? List do rektora UJ ( dialog, pamięć, sumienie)

W tekście ‚UJ nie będzie oskarżycielem(Gazeta Wyborcza, 4 grudnia 2005 r ) jasno Pan (rektor UJ – Karol Musioł ) pisał ‚Chętnie rozmawiam ze wszystkimi osobami, które chcą podzielić się ze mną swoimi uwagami’ a z odpowiedzi na mój list jasno wynika, że nie pisał Pan prawdy wprowadzając w błąd społeczeństwo biorące Pańskie deklaracje za ‚dobrą monetę’. (także mnie! o czym świadczy mój list z 5.12.2005) .

Jest to złamanie m.in.. Akademickiego Kodeksu Wartości obowiązującego jak wiadomo w UJ. Takie wyprowadzanie w pole mediów i obywateli winno się spotkać z dezaprobatą, gdyż to Rektor winien być nie tylko strażnikiem obowiązującego prawa i zasad etycznych obowiązujących w uczelni ale sam winien być kryształowy i winien dawać przykład innym.

Przypomnę: -Gazeta Wyborcza 1.12. 2005 – Musioł: Uniwersytet Jagielloński ma być kryształowy’ rozmawiała Katarzyna Kolenda-Zaleska ‚ Nie może być tak, żeby ktoś mówił innym językiem w czasie wykładu, a postępował inaczej. Taką schizofrenię mieliśmy za PRL, kiedy to wiele ludzi mówiło co innego w domu, co innego na zebraniach. Uważam, że Uniwersytet Jagielloński nie jest miejscem, w którym na taką schizofrenię powinniśmy sobie pozwalać – powiedział Karol Musiał, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego w ‚Poranku Radia Tok FM’

A jednak tak jest, i to Pan Rektor wykazuje taką schizofreniczną postawę co obniża prestiż UJ. Należałoby zastosować się do głoszonych przez siebie słusznych zasad, albo podać się dymisji.

Jak mi wiadomo, chociażby z doniesień prasowych Pan Rektor przeprowadził rozmowy z domniemanymi współpracownikami SB PRL, natomiast nie przeprowadził takiej rozmowy ze mną, mimo prośby o rozmowę…..

Co prawda o takich osobach w stanowisku Senatu UJ z 21 grudnia 2005 czytamy: ‚Wiele osób nie poddało się i broniąc swojej godności narażało się na szykany ze strony SB.’ ale jednocześnie takie osoby były wykluczane z UJ przez władze UJ na podstawie ustawodawstwa lat 80-tych. Tym samym rozumie się, że postawa Senatu jest schizofreniczna.

Do stwierdzenia Senatu ‚Uważamy, iż naukowym opracowaniem mechanizmów współpracy pracowników uczelni z SB winni zająć się historycy.’ chciałbym zauważyć, że historycy, i to z komisji senackiej UJ, badania na temat krzywd wyrządzonych nauczycielom akademickim w okresie PRL-u już prowadzili (por. Alma Mater nr. 69 r. 2005, POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ). ale metody tych badań i ich wyniki muszą budzić konsternację każdego przyzwoitego człowieka. …..

Z większością działań operacyjnych władz UJ podejmowanych dla usunięcia z uczelni niewygodnego nauczyciela akademickiego zapoznać się nie można . Nie wiadomo jak się one miały do działań operacyjnych SB, ale wygląda no to, że były one bardziej profesjonalne, bardziej skuteczne, a ponadto trwały znacznie dłużej, nawet po usunięciu.

Można by się cieszyć ze stwierdzenia ‚Senat uznaje za słuszne zasady postępowania przyjęte przez Kolegium Rektorskie i Dziekańskie, zgodnie z którymi obowiązuje zasada domniemania niewinności’ ale niestety na UJ postępuje się zgodnie z zasadami domniemania winy w stosunku do niewygodnych osób, których to rzekomych win nie zamierza się udokumentować skazując ich na śmierć zawodową. …

Odnosi się wrażenie, że władze UJ utraciły zarówno pamięć, jak i sumienie.

——

Czy naprawdę Alma Mater nie wydaje wyroków ?

Otóż Uniwersytet Jagielloński postępując zgodnie z ‚prawem’ lat 82-83 przyjmując na siebie rolę sądu, prokuratora, adwokata, dysponując narzędziami prawnymi, które pozwoliły zadecydować o dalszych losach pracowników skazywał ich na niebyt akademicki, naruszał ich godność osobistą przez formułowanie absurdalnych oskarżeń np. o negatywne oddziaływanie na młodzież, oskarżając pokrzywdzonych o podszywanie się pod ‚Solidarność’, utajniając do dnia dzisiejszego niewygodne dla siebie teczki, do tej pory nie zidentyfikował anonimowych członków komisji skazujących (weryfikacja A.D. 1986) a nawet nie jest w stanie zidentyfikować nieanonimowego ich szefa – Aleksandra Koja. UJ czynił to aby inne komisje, czy sądy, ze względu na swoje kompetencje (ich brak) nie mogły do pracy na UJ przywrócić pracowników co pozostawało zawsze w autonomicznej gestii władz UJ!!!

——

APEL O OSTATECZNĄ LIKWIDACJĘ STANU WOJENNEGO
NA UJ
(w XXV rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce)

Wprowadzony 25 lat temu stan wojenny został formalnie zniesiony w 1983 r. ale jego pozostałości mają nadal wpływ na życie publiczne, a na uczelniach widoczne są gołym okiem i w decyzjach władz uczelniach, co w przypadku UJ ma już sporą dokumentację, jakkolwiek nie do końca ujawnioną dzięki instytucjom broniących spuścizny mentalnej i realnej stanu wojennego. …

Władze UJ nie zdobyły się do tej pory na słowo przepraszam w stosunku do osób pokrzywdzonych, preferując na uczelni udaczników – beneficjentów stanu wojennego i pisanie historii, w których nie ma miejsca na prawdę a wartości mają odwrócony znak.

Władze UJ nie zdobyły się nawet na ocenę start poniesionych przez UJ w wyniku polityki kadrowej lat 80-tych. Do tej pory nie były w stanie zidentyfikować nazwisk komisji weryfikacyjnych.

Władze nie są w stanie uzasadnić haniebnych, fabrykowanych przez akademickich ‚łomiarzy w kominiarkach’, oskarżeń, do tej pory je akceptują stojąc niezłomnie na gruncie zasad kłamstwa.


Nie są w stanie nawet ujawnić działań operacyjnych podejmowanych do dnia dzisiejszego przeciwko tym, którzy oskarżeni o ‚psucie’ młodzieży odmówili wypicia cykuty i nadal działają na rzecz elementarnej przyzwoitości w życiu akademickim co napawa taką trwogą akademickich Herodów. Ci, którzy akademickich Judaszów, Piłatów, Herodów nie uznają za niekwestionowane autorytety moralne są odsądzani od czci i wiary.

Dla tych, którzy zostali obdarzeni poczuciem własnej wartości nie ma miejsca na uczelni służącej miejscem i honorami tym, którzy to poczucie w pogoni za stanowiskami, tytułami, pieniędzmi dawno już (często w stanie wojennym) utracili.


Nawołujący w mediach do poszukiwania prawdy, ukrywają ją skrzętnie w szafach, nawołujący do dialogu walą ‚łomami’ lub rażą ‚maczugami dalekiego zasięgu’.

Zasada ‚pełna tolerancja ( a nawet preferencja) dla katów, zero tolerancji dla ofiar ‚ dominuje w przestrzeni akademickiej. Agenci na UJ , czyli dramat mediów i autorytetów

Autorytety moralne tak pięknie w mediach wyrażające troskę nad rzekomymi dramatami rzekomo skrzywdzonych, pozostają całkiem obojętni na skrzywdzonych naprawdę.

Krzywda realna nie jest medialna, więc po co autorytet takimi ‚nieudacznikami’ ma się zajmować. Na dramaty ludzkie, szczególnie te które są spowodowane przez ich pracodawców, czy orderodawców, autorytety taktownie nie reagują nawet jednym medialnym słowem, poświęcając całą uwagę doskonaleniu zaawansowanych technik utrzymywania higieny kończyn górnych. ….

‚Lista Wyrozumskiego’ nie spowodowała lamentu medialnego, nikt nie protestował, że miesza się krzywdzicieli z pokrzywdzonymi na jednej liście, jakby deprecjonując ‚osiągnięcia’ znanego profesora. Autorytety taktownie milczą.

‚Lista Wyrozumskiego’ nie spowodowała rutynowego, ani specjalnego oświadczenia uczelni. No cóż, jak się samemu skandal powoduje to się go nie rozgłasza, tylko knebluje usta tych, którzy by chcieli ten fakt upublicznić.

Za największy skandal bowiem uważa się upublicznianie skandali, szczególnie skandali rzeczywistych i dotyczących wszechnic, czy osób cnót wszelakich. Skandale wirtualne są natomiast mile widziane, szczególnie jeśli służą do przedstawienia pożądanego, choć fałszywego obrazu rzeczywistości.

——

Rapsodia pierwszomajowa na nutę lustracyjną (List do Andrzeja Nowakowskiego)

Ja do tej pory napisałem kilka .. listów do zagorzałych krytyków ustawy lustracyjnej i żaden mi nie pomógł zrozumieć jego stanowiska. Czy to jest uczciwe ?
Chciałem być na konferencji KRASP w Krynicy, gdzie rektorzy formułowali swoje stanowisko w sprawie ustawy. Mam dowody (
Zgłoszenie bez odpowiedzi ). Niestety – nic z tego.

Gdy prezydent spotkał się z takimi jak ja zwolennikami lustracji rektor UW określiła to nietaktem ! (Dialogi na cztery nogi, czyli o nietakcie Pani Rektor UW )


I mamy zatem jasny obraz sytuacji.

Taktowne jest ignorowanie inaczej myślących, czy chociażby starających się poznać myślenie innych, nietaktowne jest natomiast prowadzenie dialogu z posiadającymi odmienne opinie od obowiązujących w środowisku.

Mam informacje, że niektórzy sygnatariusze listów prolustracyjnych obejmowani są ostracyzmem środowiskowym. Mnie to już nie grozi.

Na ‚sądzie skorupkowym’ dawno zostałem ze środowiska wykluczony, więc myślę i działam niezależnie demaskując naukową nieuczciwość, której środowisko nie ma zamiaru zlustrować do tej pory. …J

Ja na lustrację patrzę szeroko. Wolałbym aby dostęp był nie tylko do materiałów esbeckich, ale także partyjnych, no i materiałów akademickich. Kontekst spraw był szeroki, konsekwencje nader poważne.

Nie można opierać się tylko na zapiskach esbecji, tym bardziej że wiele spraw było załatwianych na gębę. Poznanie gęby nie jest takie łatwe, jak wynika chociażby z dotychczasowych spraw. Jedna gęba wyglądała na piękną – ale tylko dopóki strupy były pochowane, inna gęba wyglądała poorana, ale jak pięknie była urzeźbiona wynika dopiero z lustracji.

Antylustratorzy argumentują na ogół, że ustawa narusza autonomie uczelni nie objaśniając jak wygląda autonomiczne zniewolenie uczelni, które nie są w stanie wybić się na uniwersytet (korporacja poszukujących prawdy ) i grzęzną w kłamstwie ratując się do dnia dzisiejszego ‚prawem’ z lat 1982 r, 1983 r. aby autonomicznie usprawiedliwiać swoje łajdactwa.

——-

List do Prof. Henryka Samsonowicza

Ja uchwał antylustracyjnych ani Senatu UW, ani innych senatów nie popieram, a nawet jestem zdecydowanie przeciw, co więcej uważam jest za nieprzyzwoite (Do Senatu UW , APEL O OSTATECZNĄ LIKWIDACJĘ STANU WOJENNEGO NA UJ , List do Dziekana Wydziału Filozofii UJ (w sprawie lustracji i przyzwoitości)

Doskonale pamiętam jak rektorzy (i ich podwładni) zachowali się przy tworzeniu obecnej, fatalnej ustawy o szkolnictwie wyższym – nie zdobyli się na bunt przeciwko złemu prawu, (które sami produkowali) a ruch protestu niezależnej części środowiska całkowicie ignorowali. Niestety hipokryzja rektorów to jedna z najdotkliwszych chorób jakie toczy polskie środowisko akademickie.

Uważa Pan, że uczelnie „powinny mieć prawo przeprowadzić lustrację według swojego uznania. Wybrany przez nie tryb lustracji zostanie rzecz jasna później oceniony przez społeczeństwo”. No to dlaczego takiej lustracji do tej pory nie przeprowadziły ?

Podam Panu sprawdzony przykład ‚lustracji’ dokonanej przez senacką komisję UJ pod kierunkiem historyka prof. Jerzego Wyrozumskiego. Pod względem metodologicznym badań – zero ! (na to nie ma nawet stopnia w indeksie) rezultat – pokrzywdzeni to np. L. Maleszka i np. TW donoszący m.in. na mnie.

W archiwach UJ – brak jakichkolwiek danych o pracach Komisji, natomiast wyniki prac rzucone na łamy Alma Mater dla wyśmiewania się z szału lustracyjnego. Oczywiście, żadnej możliwości dyskusji z materiałem.

Tak wygląda autonomiczna ‚nauka’ w Polsce, m.in. na najstarszej polskiej uczelni stanowiącej wychwalany wzór dla innych (więcej w : Powracająca fala zakłamywania historii ). I jak społeczeństwo ma to ocenić ? skoro społeczeństwo o ekscesach ‚wybitnych’ historyków, ‚autorytetów’ selekcjonujących inne ‚autorytety’ nawet nie może się dowiedzieć !

To dla mnie wystarczający dowód, że to środowisko nie jest w stanie się samo oczyścić i trzeba mu pomóc. …..

Do tej pory uczelnie nie otworzyły swoich archiwów, a teczki UJ są bardziej tajne niż teczki esbeckie. Niestety na uczelniach stan wojenny jeszcze się nie skończył i rektorzy bardzo chętnie odwołują się do ustawodawstwa lat 80-tych aby uniemożliwić niewygodnym oddziaływać na młodzież akademicka, prowadzić badania naukowe, czy chociażby aby mogli poznać nazwiska i argumenty merytoryczne usuwania ich z uczelni. …

Wyraża Pan pogląd „Do prawdziwego oczyszczenia naprawdę wystarczy ujawnienie archiwów.”. Ale np. archiwa uczelniane (np.UJ-
Tajne teczki UJ, czyli o wyższości ‚prawa’ stanu wojennego nad Konstytucją III RP
Heroiczna walka władz UJ o (nie)poznanie prawdy

<!– @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } A:link { color: #000080; text-decoration: underline } –>

zamknięte, nieujawnione przez niemal 20 lat. To co mogłyby uczelnie zrobić autonomicznie – niezrobione. Samopobrudzenie uczelni tak silne, że na oczyszczenie można czekać wieki, o ile kiedykolwiek nastąpi.

„Ujawnienie materiałów archiwalnych i publiczna dyskusja nad nimi to najlepsza metoda zmierzenia się z przeszłością” ale kto do tego zmusi władze uczelni ! Nie było na to siły przez tyle już lat ! nie ma i obecnie.

Na uczelniach robienie świństw było i jest tak powszechne, że ujawnienie kto robił kolegom świństwa nie jest żadną karą, chyba że dla ujawniającego, bo robiący świństwa bardzo dobrze na tym wychodzili i do dnia dzisiejszego wychodzą. …

Największym zagrożeniem dla uniwersytetów są ich ‚profesorowie’ – starannie wyselekcjonowani, zgodnie z regułami PRLowskiej selekcji negatywnej.
—–

List do prof. Karola Modzelewskiego w sprawach lustracyjnych

Pisze Pan „…do rektorów wyższych uczelni i do dyrektorów instytutów naukowych PAN. To oni mają usunąć niepokornych z pracy i dopilnować, żeby usuniętych przez dziesięć lat nie przyjęto z powrotem. Próbując uczynić z rektora posłusznego wykonawcę politycznych represji, ustawa lustracyjna wchodzi w oczywistą kolizję z autonomią wyższych uczelni, podobnie jak z autonomią PAN.” a ja w gruncie rzeczy nie wiem o czym Pan pisze.

Niby o jakie polityczne represje chodzi ? Ja lustrację widzę nie w kategoriach represji, lecz w kategoriach przyzwoitości, od której znaczna część środowiska akademickiego chce zachować – nie bez powodu – autonomię.

Nic Pan natomiast nie wspomina np. o poczynaniach rektorów, którzy w latach 80-tych niepokornych usuwali z pracy i pilnowali (-ują nadal), żeby usuniętych przez dziesięć, a nawet dwadzieścia lat nie przyjęto z powrotem. Wykazują przy tym daleko idącą autonomię i determinację, także w zakresie zacierania śladów swych poczynań zgodnych z ustawodawstwem lat 80-tych.

Nic Pan nie wspomina, że teczki akademickie bywają bardziej tajne od teczek SB i bywają bardziej modyfikowane ( do dnia dzisiejszego), a służą do ‚dokopywania’ nadal niewygodnym nauczycielom akademickim. …

Pogląd, że rektorzy nie cierpią na amnezję jest zupełnie nieuprawniony w świetle znanych faktów. Niektórzy jak zapadli na amnezję przed laty, tak do dnia dzisiejszego na nią cierpią.

Np. na UJ władze zupełnie nie pamiętają kto weryfikował kadry akademickie w 86 r. i co więcej – zatykają uszy jak im się do ucha krzyczy o kogo chodzi ! Oczywiście kto wykładał, kto formował naukowców w latach 80-tych – nie pamiętają zupełnie i tworzą księgi jubileuszowe pisane przez nadwornych historyków, w których prawdy – ani na lekarstwo. Na wyzdrowienie zatem się nie zanosi.

Pisze Pan „..władze administracyjne państwa nie dysponują środkami, które pozwoliłyby zmusić rektora wyższej uczelni do stosowania represji dyscyplinarnych” . Może i tak, ale rektorzy w latach 80-tych autonomicznie stosowali represje dyscyplinarne, a jak np. rzecznik dyscyplinarny rektora wykazał swoją autonomie i np. wykazał winę uczelni, zamiast niewygodnego delikwenta – to te papiery rektorzy autonomicznie przez ponad 20 lat w sejfach trzymają ! powołując się na ustawy lat 80-tych, które im ten proceder zabezpieczają.

W tekście IPN: kto historyk, kto trąba (GW 2005-08-12) pisze Pan : „Uważam, że każdy obywatel powinien mieć prawo wglądu do własnych akt”

Ja też tak uważam, ale co z tego uważania wynika ? – Nic. Prawo do wglądu akt esbeckich obywatel ma – dzięki IPN, ale nie do akt akademickich – autonomicznie strzeżonych przez rektorów.

Niestety zbyt się demonizuje teczki SB pomijając całkiem aspekt teczek akademickich, które pod ustawę lustracyjną nie podlegają i są na łasce i niełasce autonomicznych rektorów.

—–

List do Dziekana Wydziału Filozofii UJ
(w sprawie lustracji i przyzwoitości)

W uchwale naukowcy piszą, że ustawa w obecnej formie „uwłacza godności człowieka, obywatela i pracownika nauki, może wyrządzić krzywdę wielu niewinnym osobom, które zostaną niesłusznie napiętnowane, jak również narusza autonomię wyższych uczelni”. Zwracają się także do władz uczelni, by zajęły krytyczne stanowisko wobec ustawy, a także zaapelowały do parlamentu i prezydenta o jej uchylenie.” zwracam się z uprzejmą prośbą o możliwość zapoznania się z całym tekstem uchwały.

Jednocześnie mam pytanie, czy Rada Filozofii UJ ma zamiar zająć także stanowisko w sprawie poczynań władz UJ – zarówno w okresie PRLu, jak i do dnia dzisiejszego – uwłaczających godności człowieka, obywatela i pracownika nauki, wyrządzających krzywdę niewinnym osobom niesłusznie napiętnowanym (do dnia dzisiejszego) co narusza zasady elementarnej przyzwoitości, nie mówiąc o tym, że narusza sam Akademicki Kodeks Wartości, w UJ opracowany i tam przyjęty do realizacji !


Niestety z przykładami tych poczynań władz UJ nie można zapoznać się na łamach Gazety Wyborczej, która sama do takich poczyń się przyczyniała, ani na łamach kontrolowanych przez władze uczelni pism – jak Alma Mater czy Dziennik Polski, natomiast można się zapoznać na Niezależnym Forum Akademickim (
www.nfa.pl) stanowiącym niezależny głos środowiska akademickiego, który do tej pory nie został na całe szczęście zakneblowany.

—–

List do profesora Piotra Franaszka w sprawie inwigilacji UJ

Czytamy w prasie ‚Uniwersytet nie jest ani sędzią, ani prokuratorem, ani adwokatem w tej sprawie. Zasada domniemania niewinności jest dla nas niewzruszalna – przypomniał rektor’ ale jednocześnie :„Badania historyków pokazują, że Uniwersytet Jagielloński wyszedł obronną ręką z okresu PRL – powiedział wczoraj rektor uczelni prof. Karol Musioł podczas konferencji prasowej zorganizowanej z okazji opublikowania sprawozdania z dotychczasowych prac zespołu historyków zajmujących się inwigilacją UJ przez Służbę Bezpieczeństwa w latach „

Czyli jednak jest sędzią we własnej sprawie i to sędzią nie uwzględniającym faktów ! Ja uważam, że UJ nie tylko, że nie wyszedł obronną ręką z okresu PRL ( niby jakie są na to fakty?) ale nawet tkwi w tym PRLu po dzień dzisiejszy o czym wielokrotnie pisałem i informowałem władze UJ ….

Czytamy ‚Prof. Piotr Franaszek przypomniał, że SB inwigilowała przez całe lata pracowników naukowych UJ, bo np. obawiała się ich autorytetu i wpływu na studentów….’ a dlaczego nie mówi Pan o tym jak władze UJ (chyba niezależnie od SB ) obawiały się i nadal obawiają się negatywnego wpływu na studentów tych o których studenci np. pisali „dr Wieczorek uczył nas rzetelności i uczciwości naukowej oraz postaw nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego..” „dr Józef Wieczorek był dla nas wzorem nauczyciela i wychowawcy”. a których anonimowe komisje UJ oskarżały o negatywne oddziaływanie na młodzież. O jakim to wyjściu UJ z PRl-u można mówić ? Jakie badania naukowe na to wskazują ? ……

O stratach nauki w Polsce w okresie okupacji hitlerowskiej są pewne dane, o stratach późniejszych trudno znaleźć informacje. a np. geologiczne zbiory naukowe, które przetrwały na UJ Hansa Franka nie przetrwały wybitnych organizatorów peerlowskiego życia akademickiego. Ja zresztą część moich zbiorów musiałem wywozić poza terytorium Krakowa.

Nie mam sił tym się zajmować bo i tak w żadnej, oficjalnej prasie to nie pójdzie ( szczególnie tej kontrolowanej przez UJ) i nikt z tego żadnej konferencji prasowej nie zrobi, a można sądzić po dotychczasowych historiach, że działania operacyjne zostaną zogniskowane na dyskredytowaniu osoby ośmielającej się ujawniać niewygodne dla władz UJ fakty.

Czytamy słowa Rektora:‚Uniwersytet chce poznać swoją prawdziwą historię, nawet tę gorzką – dodał.’ Ale co to ma wspólnego z rzeczywistym stanem rzeczy ? Metody poznawania prawdziwej historii przez jej ukrywanie kompromitują takich uczonych, świadczą o ich nieprzydatności do pracy na uniwersytecie, o ich nieprzynależności do grona naukowców (mimo posiadanych etatów w instytucjach z nazwy naukowych).

Dostęp do teczek akademickich, na przykładzie UJ, za panowania rektora Karola Musioła- pierwsza kadencja

Na UJ  bez zmian. Zmieniają się rektorzy, ale zasady pozostają takie same jak w okresie PRLu. Dzięki temu ‚profesorowie’ UJ trzymają się mocno,  mimo słabości  jaką prezentują na każdym kroku, ale ich autorytet moralny i intelektualny nie słabnie. Kto bije – jest przecież mocny ! kto nie przyznaje się do winy  – zachowuje autorytet ! kto kłamie – otrzymuje przydział środków finanswowych na poszukiwanie prawdy ! itd. itp.

Poniżej dokumentacja usiłowań o dotarcie do dokumenacji  obrazującej przyczyny skazania na śmierć naukową nauczyciela akademickiego UJ:

Józef Wieczorek 5.12.2005

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Rektor i Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego

L.dz/ 5/12/2005/1

Roszczenie informacyjne

Na podstawie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. (Dz. U. z dnia 8 października 2001 r.) domagam się dostępu do informacji dotyczących mojej osoby a znajdujących się w aktach organów kolegialnych UJ – Senatu UJ, Rady Wydziału BiNoZ, Rady Naukowej Instytutu Nauk Geologicznych w okresie od lutego 1976 r. – do dnia dzisiejszego.

———————-

Józef Wieczorek 5.12.2005

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Rektor i Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego

L.dz/ 5/12/2005/2

Roszczenie informacyjne

Na podstawie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. (Dz. U. z dnia 8 października 2001 r.) domagam się dostępu do dokumentacji obrazującej moje negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką w czasie pracy na UJ , które to oskarżenie sformułowała anonimowa do dnia dzisiejszego komisja w 1986 r

——————–

Józef Wieczorek 5.12.2005

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Rektor i Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego

L.dz/ 5/12/2005/3

Roszczenie informacyjne

Na podstawie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. (Dz. U. z dnia 8 października 2001 r.) domagam się dostępu do dokumentacji obrazującej ujemną ocenę mojej postawy obywatelskiej w czasie pracy na UJ, którą to ocenę przedstawiła anonimowa do dnia dzisiejszego komisja w 1986 r.

————————-

Józef Wieczorek 5.12.2005

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Rektor i Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego

L.dz/ 5/12/2005/4

Roszczenie informacyjne

Na podstawie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. (Dz. U. z dnia 8 października 2001 r.) domagam się dostępu do dokumentacji obrazującej uzasadnienie ujemnej oceny mojego poziomu etycznego w czasie pracy na UJ, którą to ocenę przedstawiła anonimowa do dnia dzisiejszego komisja w 1986 r. . W szczególności domagam się udokumentowania zarzutu o ‚podawanie nieprawdziwych danych w pismach ‚

—————–

Józef Wieczorek 5.12.2005

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Rektor i Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego

L.dz/ 5/12/2005/5

Roszczenie informacyjne

Na podstawie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. (Dz. U. z dnia 8 października 2001 r.) domagam się dostępu do dokumentacji Komisji Dyscyplinarnej UJ w mojej sprawie . Anonimowa do dnia dzisiejszego komisja w 1986 r. postulowała przyspieszenie działań Komisji Dyscyplinarnej w mojej sprawie, ale przed oblicze Komisji nigdy nie zostałem powołany ani nie otrzymałem żadnych jej dokumentów.

——————-

Józef Wieczorek 5.12.2005

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Rektor i Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego

L.dz/ 5/12/2005/6

Roszczenie informacyjne

Na podstawie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. (Dz. U. z dnia 8 października 2001 r.) domagam się dostępu do dokumentacji zebranej w postępowaniu wyjaśniającym prowadzonym przez Rzecznika Dyscyplinarnego Rektora UJ w 1986 r. w mojej sprawie, a przedstawionej w sprawozdaniu z dnia 28.07.1986 r.

——————

5.12.2005

Józef Wieczorek

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Rektor i Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego

L.dz/ 5/12/2005/7

Roszczenie informacyjne

Na podstawie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. (Dz. U. z dnia 8 października 2001 r.) domagam się dostępu do dokumentacji przekazanej 22.10.1987 do Naczelnika Departamentu Badań i Studiów Uniwersyteckich i Ekonomicznych w Warszawie – mgr Michała Ługanowskiego. Dokumentacja mojej sprawy liczyła 144 strony.

Domagam się wyjaśnień co to był za departament i dlaczego moja dokumentacja mi nieznana została skierowana do tego departamentu.

———————

5.12.2005

Józef Wieczorek

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Rektor i Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego

L.dz/ 5/12/2005/8

Roszczenie informacyjne

Na podstawie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. (Dz. U. z dnia 8 października 2001 r.) domagam się dostępu do dokumentacji obrazującej politykę kadrową departamentu K. Dery na podstawie której Dziekan BiNoZ Prof. Dr hab. Antoni Jackowski informował Senat UJ (pismo z dnia 22.03.1994 ) że działania tego departamentu ‚nie miały miejsca w przypadku dr J. Wieczorka’.

—————————

5.12.2005

Józef Wieczorek

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Rektor i Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego

L.dz/ 5/12/2005/9

Roszczenie informacyjne

Na podstawie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. (Dz. U. z dnia 8 października 2001 r.) domagam się dostępu do dokumentacji uzasadniającej oskarżenie mnie o podszywanie się pod ‚Solidarność’ sformułowane przez dr Adama Gasińskiego w 1990 r. a przekazywanego Społecznej Komisji Pojednawczej jako ważny dokument przez Dziekana Wydziału BiNoZ Czesława Jurę – pełnomocnika rektora Aleksandra Koja !

Domagam się dokumentacji mojego podszywania się pod ‚Solidarność’ i określenia mojego statusu .

————————

5.12.2005

Józef Wieczorek

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Rektor i Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego

L.dz/ 5/12/2005/10

Roszczenie informacyjne

Na podstawie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. (Dz. U. z dnia 8 października 2001 r.) domagam się dostępu do dokumentacji POP PZPR w UJ dotyczącej mojej osoby w okresie zatrudnienia mnie na uczelni w latach 1976 -1987. Jak mi wiadomo przedstawiciele POP PZPR uczestniczyli w ciałach kolegialnych UJ i opiniowali pracowników.

———————

5.12.2005

Józef Wieczorek

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Rektor i Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego

L.dz/ 5/12/2005/11

Roszczenie informacyjne

Na podstawie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. (Dz. U. z dnia 8 października 2001 r.) domagam się ujawniania nazwisk komisji dokonującej oceny mojej osoby w 1986 r. która oceniała moją działalność naukową, organizacyjną i edukacyjną w UJ a której sfingowane wg. mnie zarzuty posłużyły do skazania mnie na śmierć zawodową przy aprobacie ówczesnych i późniejszych władz UJ.

Józef Wieczorek

——————————————–

————————–

16.01.2006

Józef Wieczorek

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Rektor i Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego

16/01/2006/4

Ponowne roszczenie informacyjne

W odpowiedzi na odmowę uwzględnienia moich roszczeń informacyjnych L.dz/ 5/12/2005/1, L.dz/ 5/12/2005/2, L.dz/ 5/12/2005/3, L.dz/ 5/12/2005/4, L.dz/ 5/12/2005/5, L.dz/ 5/12/2005/6, L.dz/ 5/12/2005/7, L.dz/ 5/12/2005/9, L.dz/ 5/12/2005/10 ponawiam moje roszczenie otrzymania informacji, jeśli nie na podstawie ustawy o dostępie do informacji publicznej, to na podstawie stosownych ustaw.

Skoro władze UJ uważają, że moje wnioski nie znajdują podstaw w przepisach prawa to na podstawie jakich przepisów udzielały informacji w moich sprawach osobom trzecim. W obecnym stanie rzeczy rozumiem, że władze UJ łamały prawo.

Wiadomo mi, ze na podstawie ustawy o dostępie do informacji publicznej władze UJ udzielały władzom UW informacji dotyczących mojej osoby a znajdujących się w aktach Senatu UJ z posiedzenia w dniu 24/11.2004 r.

Dokumentacja zebrana w postępowaniu wyjaśniającym prowadzonym przez Rzecznika Dyscyplinarnego Rektora UJ w 1986 r. w mojej sprawie, a przedstawionej w sprawozdaniu z dnia 28.07.1986 r. była dostępna Dziekanowi BiNoZ do napisania tzw. Wyjaśnienia ( w rzeczywistości ‚Zaciemnienia”) dla Senatu z dnia 22.03.1994 r.

Dokumentacja mojej sprawy licząca 144 strony została przekazana 22.10.1987 do Naczelnika Departamentu Badań i Studiów Uniwersyteckich i Ekonomicznych w Warszawie – mgr Michała Ługanowskiego.

Zgodnie ze stanowiskiem Senatu UJ z dnia 21 grudnia 2005 roku na UJ obowiązuje zasada domniemania niewinności, natomiast w stosunku do mnie stosowana jest zasada domniemania winy, podparta działaniami operacyjnymi mającymi na celu zdyskredytowanie mojej osoby. Udzielanie informacji na mój temat osobom postronnym dla zdyskredytowania mojej osoby a odmawianie tych informacji – mnie, do celów obronnych, narusza w sposób oczywisty zarówno Konstytucję, prawa człowieka, jak i Akademicki Kodeks Wartości obowiązujący na UJ.

Józef Wieczorek

——————————–

16.01.2006

Józef Wieczorek

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Rektor i Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego

L.dz/ 16/01/2006/1

Roszczenie informacyjne

Na podstawie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. (Dz. U. z dnia 8 października 2001 r.) domagam się dostępu do dokumentów dotyczących mojej osoby będących w posiadaniu UJ, a które na podstawie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. (Dz. U. z dnia 8 października 2001 r.) były przekazywane innym instancjom w celu zdyskredytowania mojej osoby w opinii publicznej ( np. władzom UW w 2004 r.).

Józef Wieczorek

———————-

16.01.2006

Józef Wieczorek

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Rektor i Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego

L.dz/ 16/01/2006/1

Roszczenie informacyjne

Na podstawie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. (Dz. U. z dnia 8 października 2001 r.) domagam się dostępu do dokumentów dotyczących mojej osoby będących w posiadaniu UJ, a które na podstawie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. (Dz. U. z dnia 8 października 2001 r.) były przekazywane innym instancjom w celu zdyskredytowania mojej osoby w opinii publicznej ( np. władzom UW w 2004 r.).

Józef Wieczorek

————————-

———————

16.03.2006

Józef Wieczorek

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Rektor i Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego

L.dz/ 15/03/2006/1

Roszczenie informacyjne

Na podstawie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. (Dz. U. z dnia 8 października 2001 r.) domagam się rzetelnego dostępu do dokumentacji UJ dotyczącej mojej osoby przekazywanej do ostatnich lat osobom postronnym w celu zdyskredytowania mnie.

Odpowiedź z dnia 20.02.2006 nie jest zgodna z moimi roszczeniami l.dz. 16/01/2006/1, l.dz. 16/01/2006/3, l.dz. 16/01/2006/4. Ja nie występowałem o dokumenty z przetrzebionej mojej teczki personalnej, które są mi znane, tylko o dokumenty dotyczące mojej osoby, których tam nie ma ! a inni je otrzymywali co najmniej do końca 2004 r. co narusza ustawę o dostępie do informacji i rodzi skutki prawne ! Zgodnie z Konstytucją RP ęłęóArt. 32.

Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.

Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.

a obecny stan rzeczy wskazuje, że osoba pokrzywdzona jest dyskryminowana względem krzywdzicieli.

Józef Wieczorek

——————————

16.03.2006

Józef Wieczorek

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Rektor i Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego

L.dz/ 15/03/2006/2

Roszczenie informacyjne

Na podstawie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. (Dz. U. z dnia 8 października 2001 r.) domagam się rzetelnego dostępu do dokumentacji UJ dotyczącej moich stanowisk kierowniczych w trakcie zatrudnienia na UJ. To roszczenie jest związane z zarzutami stawianymi mi przed Społeczną Komisją Pojednawczą przez władze uczelni (Dziekan BiNoZ – Czesław Jura, pełnomocnik rektora UJ – Aleksandara Koja). Według mojej najlepszej wiedzy nie pełniłem w czasie mojego zatrudnienia żadnych funkcji kierowniczych, które by mi umożliwiały ‚zmienianie kierowników jak rękawiczki’. Tym niemniej władze UJ podtrzymują i rozpowszechniają do tej pory orzeczenia Społecznej Komisji Pojednawczej potwierdzając jak rozumiem rzekomą zasadność wysuwanych tam oskarżeń, nawet najbardziej absurdalnych, które w sposób oczywisty nie dowodziły jakichkolwiek moich win tylko dowodziły braku pojednania ze strony władz UJ co skutkowało oddaleniem przez komisję moich starań o powrót na uczelnię.

Józef Wieczorek

——————–

Jak widać  heroizm władz UJ w walce o (nie)poznanie prawdy jest imponujący. Gdyby był podobny w walce o poznanie prawdy – nobli mielibyśmy bez liku.

STATUT UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO 2006 DZIAŁ I, ZASADY OGÓLNE § 1

2.Uniwersytet jest powołany do kształcenia i wychowywania oraz prowadzenia badań naukowych. Przez swoją działalność i osobisty przykład członków jego społeczności Uniwersytet przygotowuje Ojczyźnie ludzi dojrzałych do samodzielnego rozwiązywania zadań, jakie stwarza współczesne życie, uczestniczy w rozwoju nauki, ochrony zdrowia, sztuki i innych dziedzin kultury, kształci i wychowuje studentów, a także kadrę naukową, zgodnie z ideami humanizmu i tolerancji, w duchu szacunku dla prawdy i sumiennej pracy, poszanowania praw i godności człowieka, patriotyzmu, demokracji, honoru oraz odpowiedzialności za losy Społeczeństwa i Ojczyzny.’

AKADEMICKI KODEKS WARTOŚCI uchwalony na posiedzeniu Senatu Uniwersytetu Jagiellońskiego w dniu 25 czerwca 2003 r.

Służba prawdzie jest podstawowym obowiązkiem uczonego. Chodzi zarówno o odkrywanie prawdy oraz formułowanie prawdziwych sądów i teorii, jak o głoszenie i wychowywanie w jej duchu młodzieży akademickiej’

Niestety metody stosowane na Wszechnicy Cnót Wszelakich promieniującej swoimi zasadami na inne uczelnie głęboko są zakorzenione w PRLu. Czym tak naprawdę te metody różnią się od metod esbeckich ? Utajnianie dokumentów niewygodnych dla uczelni ( raport rzecznika dyscyplinarnego niekorzystny dla władz utajniony przez 20 lat !!!), preparowanie nowych (jeszcze w ostatnich latach) dla zdezintegrowania i dyskredytowania niewygodnego nauczyciela akademickiego prowadzącego od ponad ćwierć wieku działalność na rzecz zmniejszenia patologii akademickich, itd itp. to norma akademicka propagatorów Dobrych Obyczajów w Nauce, Akademickiego Kodeksu Wartości. Brak reakcji środowiska akademickiego chowającego głowę w piasek do podręcznych strusiówek, dbającego szczególnie o higienę kończyn górnych.