Robert Kościelny a Komisja ds. Etyki w Nauce PAN

Komisja Nieetyczna

Robert Kościelny

W październiku 2011 r., wysłałem pismo do niedawno powołanej Komisji ds. Etyki w Nauce przy PAN w Warszawie, której przewodniczącym jest prof. Andrzej Zoll. Dnia 25 października 2011 r., KdsEwN skierowała sprawę do komisji orzekającej w składzie: prof. Piotr Węgleński – przewodniczący oraz profesorowie: Andrzej Białynicki-Birula i Franciszek Ziejka.

(Sprawy wpływające do Komisji ds. Etyki w Nauce – tabela w pdf) 

W piśmie (poniżej) zawarłem zarzuty wobec CK ds. Stopni i Tytułów oraz wyznaczonych przez nią recenzentów. Wobec Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów zarzuty były trzy: naruszenie zasady mówiącej, że „nikt nie jest sędzią we własnej sprawie” poprzez wyznaczenie na recenzentów osób, z którymi jestem w sporze merytorycznym. Naruszenia obowiązku dopilnowania, żeby druga podstawowa zasada utrzymania bezstronności: konieczność wysłuchania drugiej strony, nie stała się farsą. Trzeci zarzut mówił o naruszeniu Statutu postępowania Centralnej Komisji, przyjętego dn. 19 kwietnia 1991 r., który w par. 14 mówi, że autorzy poszczególnych recenzji znani są jedynie organom Centralnej Komisji prowadzącej postępowanie.

Był też zarzut wobec przewodniczącego CK, prof. Tadeusza Kaczorka, który mimo iż poinformowany przeze mnie o zaistnieniu nieprawidłowości w postępowaniu podległej mu instytucji, nie okazał zainteresowania sprawą.

Było też kwestionowanie etyki intelektualnej ( a w trzech przypadkach również zwykłej ludzkiej przyzwoitości) recenzentów wyznaczonych przez CKdsSiT: Janusza Tazbira, Lecha Szczuckiego, Wojciecha Kriegseisena, Janusza Maciuszko oraz Henryka Gmiterka. Profesorowie ci naruszyli normy etyczne w działalności opiniodawczej oraz przekroczyli granice kompetencji recenzenckiej. W trzech przypadkach, również zdrowego rozsądku i ludzkiej przyzwoitości, co w normalnej sytuacji powoduje utratę zdolności honorowych. Chcę to bardzo mocno podkreślić.

Wymieniłem, oczywiście skrótowo, na czym polega, mówiąc uprzejmie dla tych panów (zwłaszcza dla tych trzech panów), brak obiektywizmu i przyzwoitości w wystawionych przez nich opiniach dla Centralnej Komisji. Kto ciekaw szczegółów niech sięgnie po zamieszczone niżej pismo do Komisji ds. Etyki.

Jednej rzeczy nie napisałem w tekście do Komisji ds. Etyki w Nauce, ale chcę ją tu dodać. W naukach historycznych, podobnie jak w innych naukach humanistycznych, bardzo ważne są „szkoły”, czy środowiska badawcze. Otóż cała piątka opiniodawców wyznaczonych przez CK pochodzi ze środowiska skupionego wobec „Odrodzenia i Reformacji w Polsce”, któremu jestem przeciwny.

Odpowiedź Komisji ds. Etyki w Nauce otrzymana przeze mnie 16 stycznia 2012 r. (również do wglądu poniżej) jest krótka: zarzuty wobec recenzentów „nie znajdują potwierdzenia w dokumentach sprawy”. W jakich dokumentach – nie napisano. Czy powołano ekspertów (jeżeli tak to jakich, jak argumentowali)? Czy też „dokumenty sprawy” znaleziono w archiwum CK, czyniąc tym samym Komisję ds. Stopni sędzią w swojej sprawie?

Następnie napisano, że „Komisja nie dostrzega też w niniejszej sprawie konfliktu interesów między dr R. Kościelnym a recenzentami”. Każdy kto sięgnie po mój list do Komisji ds. Etyki, przyzna że creme de la creme polskiej etyki naukowej wyraził opinię dziwną. Jeżeli stwierdzenie „nie dostrzegać”, potraktujemy w tym wypadku jako synonim stanowiska: „nie uznawać, bo do sytuacji konfliktu interesów nie doszło”, to musimy dojść do wniosku, iż członkowie komisji orzekającej w składzie: Węgleński, Białynicki-Birula i Ziejka uznali w swym sumieniu za stosowne minąć się z prawdą. Albo nic nie uznali, tylko tak sobie napisali, żeby sprawę utrącić i mieć problem z głowy.

Również w trzecim zdaniu, wydający postanowienie nie trzymają się faktów: „opinie wyrażone przez dra R. Kościelnego, że Centralna Komisja do spraw Stopni i Tytułów >nie może być sędzią we własnej sprawie< należy zdecydowanie oddalić, jako nieodnoszące się do niniejszej sprawy”. Każdy kto umie czytać po polsku, a cnoty tej nie śmiem odmawiać panom profesorom zajmującym się sprawą, i przeczytał list ze zrozumieniem litery i intencji, wie że nie Komisję o to posądzam, a recenzentów Komisji, natomiast CK posądzam o to, że nie zadbała (a przez to doprowadziła do złamania zasady nemo iudex in causa sua), aby do takiej sytuacji nie doszło: „Komisja złamała zasadę wyznaczając opiniodawców (…), z którymi jestem w ostrym sporze naukowym (…) w sposób oczywisty [doprowadzając] do sytuacji konfliktu interesów”.

Proszę zwrócić uwagę: trzy zdania postanowienia Komisji ds. Etyki w Nauce i dwie ewidentne nieprawdy oraz jedno nic niemówiące stwierdzenie.

A gdzie ustosunkowanie się do innych zarzutów wobec CK, wobec szefa CK, wobec recenzentów CK?

Nadzieje jakie wyraziłem w liście przewodnim (zobacz poniżej) do prof. Andrzeja Zolla, szefa Komisji ds. Etyki w Nauce, okazały się płonne.

Oto w naszym kraju pojawiła się kolejna instytucja do „ściemniania”. Bo Komisja ds. Etyki w Nauce nie jest ani Komisją, ani ds. Etyki, ani w Nauce. Mimo namnożonych ciał ds. etyki oraz kodeksów do tychże spraw, dobrych obyczajów w nauce polskiej jak nie było tak nie ma.

W Polsce licznych instytucji, komitetów, komisji, ciał doradczych, opiniujących, recenzujących, przyzwalających, udzielających, reglamentujących, jak też mrowia urzędników i stołkowych wyznaczonych do ich obsługiwania, trudno znaleźć takie, które stworzono by po to, żeby ułatwiać obywatelom życie. One są po to, żeby je ułatwiać określonym obywatelom. Dlatego, wszystko czego dotknie się obywatel nieokreślony staje się orką na ugorze: pracą długotrwałą, ciężką i bezowocną. Chyba, że chodzi o przywalenie obywatelowi nieokreślonemu – wtedy instytucje naszego państwa dostają natychmiast wigoru, twórczego zapału. A ich urzędnicy zdają się działać jakby pod wpływem (takich czy innych) dopalaczy. Sprawę załatwia się natychmiast, a represja spada nieuchronnie i jest bardzo bolesna.

Nie wiem czy Państwo również tak odbieracie naszą rzeczywistość zarówno tą naukową jak i dnia codziennego. W każdym bądź razie zapraszam do wymiany poglądów.

Robert Kościelny Szczecin 16 października 2011 r.

Żołnierska 51a/8

71-210 Szczecin

tel. 721770889

robertpiotrkl@op.pl

Prof. dr hab. Andrzej Zoll

Przewodniczący Komisji do Spraw Etyki w Nauce PAN

Dnia 29 czerwca 2004r. Rada Wydziału Historii Kościoła Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, po przeprowadzeniu kolokwium habilitacyjnego, podjęła uchwałę o nadaniu mi stopnia naukowego doktora habilitowanego nauk humanistycznych. Centralna Komisja Do Spraw Stopni i Tytułów odmówiła zatwierdzenia powyższej uchwały decyzją z dnia 25 kwietnia 2005r. W wyniku mej apelacji Centralna Komisja, po ponownym rozpatrzeniu sprawy, decyzją z dnia 27 marca 2006r., podtrzymała wcześniejsze, negatywne dla mnie, rozstrzygnięcie. Centralna Komisja wydała werdykt bazując na opiniach profesorów: Janusza Tazbira, Lecha Szczuckiego, Wojciecha Kriegseisena, natomiast podtrzymując go oparła się na recenzjach profesorów: Janusza Maciuszko i Henryka Gmiterka.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, na posiedzeniu dn. 14 września 2006 r., oddalił moją skargę na decyzje CK. Naczelny Sąd Administracyjny, na posiedzeniu dn. 8 października 2007 r., odrzucił moją skargę kasacyjną wyroku WSA w Warszawie. Oba Sądy podniosły, że nie odnoszą się do merytorycznych zarzutów dotyczących recenzji: „sąd administracyjny dokonuje jedynie kontroli zgodności z prawem zaskarżonego aktu organu administracji”. Takie stanowisko nie mogło mnie satysfakcjonować, wszak mój podstawowy, choć nie jedyny (zob. niżej), zarzut dotyczył braku obiektywizmu recenzentów oraz ich nieznajomości prac, które przyszło im oceniać.

Pragnę zgłosić fakt naruszenia przez Centralną Komisję ds. Stopni i Tytułów podstawowej zasady prawnej, mówiącej że nikt nie jest sędzią we własnej sprawie, oraz naruszenia obowiązku dopilnowania, żeby druga podstawowa zasada utrzymania bezstronności: konieczność wysłuchania drugiej strony, nie stała się farsą; jak też naruszenia Statutu postępowania CK, przyjętego dn. 19 kwietnia 1991 r., który w par. 14 mówi, że autorzy poszczególnych recenzji znani są jedynie organom Centralnej Komisji prowadzącej postępowanie. Przewodniczący CK, prof. Tadeusz Kaczorek, mimo iż poinformowany o zaistnieniu nieprawidłowości w postępowaniu podległej mu instytucji, nie okazał zainteresowania sprawą.

Pragnę również zgłosić, że wyznaczeni przez CK do zrecenzowania mojego dorobku podoktorskiego i pracy habilitacyjnej profesorowie: Janusz Tazbir, Lech Szczucki, Wojciech Kriegseisen, Janusz Maciuszko, Henryk Gmiterek naruszyli normy etyczne w działalności opiniodawczej oraz przekroczyli granice kompetencji recenzenckiej.

Uzasadnienie.

Centralna Komisja Do Spraw Stopni i Tytułów złamała podstawową zasadę prawną: nemo iudex in causa sua, wyznaczając na opiniodawców Janusza Tazbira oraz Lecha Szczuckiego, z którymi jestem w ostrym sporze naukowym (przyznał to w swej recenzji prof. Tazbir, jak też, pośrednio, prof. Lech Szczucki). CK zbagatelizowała fakt, że w sposób oczywisty doprowadza do sytuacji konfliktu interesów.

Przekształcenie się zasady audiatur et altera pars w farsę widać w recenzjach Janusza Maciuszko oraz Henryka Gmiterka (na ustosunkowanie się do dwu arkuszy [80 tys. znaków] argumentów i wyjaśnień – złożonych prof.: Tazbirowi, Szczuckiemu i Kriegseisenowi – Maciuszko i Gmiterek poświęcili w swych opiniach symboliczną ilość miejsca, starczącego zaledwie na kilka ogólnikowych stwierdzeń, świadczących, iż recenzenci są stroną w sporze), jak też w braku ustosunkowania się CK do mojej odpowiedzi na recenzje Maciuszko i Gmiterka. (prawie arkusz – 32 tys. znaków).

Naruszenie Statutu przez CK polega na tym, że, bardzo ostrożnie mówiąc, przynajmniej dwaj recenzenci znali przynajmniej po jednym nazwisku recenzentów wytypowanych przed nimi przez CK do wypowiedzenia się w mojej sprawie: Janusz Maciuszko znał nazwisko Wojciecha Kriegseisena a Henryk Gmiterek Janusza Tazbira.

Przewodniczący CK prof. Tadeusz Kaczorek – poinformowany przeze mnie, w piśmie z 13 grudnia 2007 r., o opisanych powyżej nieprawidłowościach – w odpowiedzi z dn. 16 stycznia 2008 r., podpisanej przez prof. Osmana Achmatowicza, nie ustosunkował się do zarzutów. Poza tym, we wzmiankowanym piśmie pojawia się nieprawdziwe stwierdzenia, że zarzucam opiniodawcom CK zmowę. Nie mam na to dowodów. Natomiast mam, i je przedstawiłem w piśmie do prof. Kaczorka, dowody na niemerytoryczność ocen, które zaważyły na negatywnym wyniku postępowania w sprawie zatwierdzenia habilitacji. Na to również nie doczekałem się odpowiedzi, bo nie jest nią deklaracja, iż „do ich [recenzentów] ocen mamy pełne zaufanie”, albowiem są to „wybitni specjaliści o uznanym w środowisku autorytecie naukowym”. Wszak również autorytety mogą kierować się w swych ocenach motywami pozamerytorycznymi, zwłaszcza w sytuacji, gdy uznają, że osoba oceniana kwestionuje niektóre z ich, powstałych wiele lat temu, tez. Na tę praktykę przewodniczącego CK, pragnę również zwrócić uwagę.

Prof. Janusz Tazbir.

Postąpił wbrew dobrym obyczajom w nauce, przyjmując do recenzji prace autora, z którym jest od lat w ostrym, merytorycznym, sporze.

Przekroczył kompetencje recenzenckie, pisząc, że zamieszczam swoje artykuły w „Arcanach”, periodyku posiadającym „bardzo określony profil polityczny”.

Napisał nieprawdę, że w wymienionym dwumiesięczniku uprawiam „apologię dawnej Polski”.

Napisał nieprawdę twierdząc że moje badania zabarwione są „nalotem opcji politycznych oraz wyznaniowych uwarunkowań”.

Te stwierdzenia prof. Tazbira, który był superrecenzentem, miały znaczący wpływ na dalszy, negatywny dla mnie przebieg procedury zatwierdzającej tytuł naukowy. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że mimo bardzo dobrych recenzji trzech opiniodawców wyznaczonych przez Wydział Historii Kościoła PAT w Krakowie, bardzo dobrym wyniku głosowania Rady WHK PAT nad nadaniem mi stopnia doktora habilitowanego oraz ostatecznie pozytywnej opinii superrecenzenta – Janusz Tazbir poparł wniosek o nadanie mi stopnia – Sekcja Humanistyczna CK, po krótkiej wymianie zdań, w której najważniejszym było stwierdzenie prof. Morawskiego, że dziwi się, iż konkluzja superrecenzenta jest pozytywna, mimo negatywnego wydźwięku całości opinii, odrzuciła wniosek o nadanie tytułu, powołując dwu kolejnych recenzentów. Zostali nimi profesorowie: Lech Szczucki i Wojciech Kriegseisen.

Prof. Lech Szczucki.

Również wystąpił przeciwko etyce naukowej, zgadzając się opiniować autora, który odrzucał niektóre z jego ustaleń. O tym jak wielkie znaczenie miał ten fakt, na przebieg wywodów recenzenta, świadczy to, iż na sześć stron recenzji, aż dwie poświęcił moim krytycznym uwagom jakie poczyniłem, w jednej ze swych monografii (z 1997 r.), na temat ustaleń dokonanych przez Lecha Szczuckiego zawartych w jego artykule (z 1974 r.). Dla porównania: na temat książki habilitacyjnej prof. Szczucki wypowiedział się na półtorej strony. Są to zresztą opinie bardzo ogólnikowe, świadczące że Lech Szczucki nie zapoznał się z pracą; nie potrafi nic istotnego powiedzieć na temat jej zasadniczych celów i ustaleń.

Lech Szczucki insynuuje mi, że kieruję się w swych badaniach względami ideologicznymi, pisząc o „ideologicznych konstrukcjach”, na których jakoby opieram swe ustalenia. Nie wyjaśnił jednak jakie „konstrukcje ideologiczne” ma na myśli.

Dr hab. Wojciech Kriegseisen

Rozpoczął swój recenzencki wywód od insynuacji, mówiącej że praca habilitacyjna mogła mieć współautora. Nie uszło to uwadze Sekcji Humanistycznej CK. Kolejny recenzent (prof. Janusz Maciuszko), napisał: „Nie jest mi znana żadna okoliczność mogąca świadczyć o (…) współautorstwie [recenzentów powołanych w PAT – R.K.] tekstów z habilitantem”.

Wojciech Kriegseisen, i jest to charakterystyczna cecha jego recenzji, często mija się z prawdą. Wystarczy skonfrontować to co twierdzi na temat przebiegu kolokwium, lub treści zawartych w mych publikacjach, ze stanem faktycznym (stenogramem przebiegu kolokwium oraz mymi publikacjami), żeby stwierdzić jak często prof. Kriegseisen, depcze zasady przyzwoitości (badacza i człowieka). Również wtedy, gdy przekraczając kompetencje recenzenta, wypowiada się w sposób urągliwy, ubliżający na temat mojej dojrzałości intelektualnej.

O tym, że dr hab. Kriegseisen potrafi wprawić w zdumienie, niech świadczy również fakt, że o pracach, pojawiających się m.in. w renomowanym „Kwartalniku Historycznym”, które przyjmował jako sekretarz Redakcji KH, chwaląc ich wartość merytoryczną, pisze teraz jako o „miernych”.

W związku z odwołaniem się od decyzji CK i zakwestionowaniem zarzutów stawianych mi przez w/w profesorów, Sekcja Humanistyczna wyznaczyła kolejnych opiniodawców, w osobach prof. Janusza Maciuszko i Henryka Gmiterka.

Prof. Janusz Maciuszko

Manipuluje jednoznacznie pozytywnymi opiniami wyznaczonych przez PAT recenzentów, chcąc po prostu ukryć fakt, wielce korzystnych dla mnie decyzji trzech profesorów (Stanisława Litaka z KUL, Jana Kracika z PAT oraz Mariusza Markiewicza z UJ). Jak inaczej ocenić sytuację, w której, to co opiniodawcy PAT (poznaliśmy się dopiero 29 czerwca 2004 r., na kolokwium habilitacyjnym. Do tego czasu nie rozmawialiśmy na temat opinii przekazanych Radzie WHK PAT – chcę to z całą mocą podkreślić) nazwali „uchybieniami nie podważającymi walorów pracy”, Janusz Maciuszko określił mianem „poważnych uchybień”, na które, według Maciuszko, mieli zwrócić uwagę recenzenci. O tym, że opiniodawcy PAT przede wszystkim podnosili wysoki poziom mojego dorobku, świadczącego o „dojrzałości intelektualnej badacza”, Janusz Maciuszko nie wspomniał.

Janusz Maciuszko, wzorem Janusza Tazbira i Lecha Szczuckiego, insynuuje mi, że kieruję się motywacjami pozanaukowymi. W tym miejscu pragnę zauważyć, iż przyznający mi wyróżnienie w konkursie Fundacji Ekumenicznej „Tolerancja”, za książkę „Problem tolerancyjności kontrreformatorów w Rzeczypospolitej na przełomie XVI i XVII wieku”, profesorowie Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej Karol Karski oraz Tadeusz Koszarawski, nie dostrzegli stronniczości wyznaniowej (katolickiej – jak można sądzić z enuncjacji wspomnianych recenzentów CK), która miała, według prof. Maciuszko, występować również w tej pracy. O tym, że w badaniach kieruję się motywacją naukową świadczy też pochlebna opinia prof. Stanisława Obirka w Tygodniku „Polityka”, na temat książki „Rzeczpospolita oskarżanych narodów”. Prof. Obirka trudno uznać za katolickiego zelotę. Pomijam już, fakt oczywisty, że recenzenci PAT, to wszak badacze, a nie propagandyści wyznaniowi.

Janusz Maciuszko ujawnia swą ignorancję odnośnie do spraw na temat których się wypowiada, m.in. wtedy, gdy zarzuca mi (zresztą podobnie jak Kriegseisen), że nie dokonuję analizy kazań barokowych ze względu na pochodzenie geograficzne oraz zakonne autorów kazań. Gdyby Maciuszko wiedział o czym mówi, nie przedstawiałby takich zarzutów, gdyż treści kazań barokowych były homogeniczne – niezależnie skąd pochodził duchowny i z jakiego pochodził zgromadzenia zakonnego, treści poruszane w mowach ambony były zawsze takie same. Sprawa jest powszechnie znana badaczom kazań (vide: prof. Janusz Drob), pisałem o tym w książce habilitacyjnej: „Rzeczpospolita oskarżanych narodów”. Ale autor, wzorem innych recenzentów CK jej nie przeczytał. Podobnie jak monografii „Problem tolerancyjności”, gdyż nie pisałby wtedy, że „Dziwi ogromnie, że Habilitant nie sięga do najbardziej oczywistego zabiegu – analizy leksykalnej i etymologicznej tego terminu. Nie rozgranicza tolerancji osób i poglądów…”. (Przykł. zob, R. Kościelny, „Problem tolerancyjności…” s. 32, przyp. 55. Tam też, oraz w artykułach dowód, że „rozgraniczam tolerancję osób i poglądów”). Moje prace recenzent przekartkował, co najwyżej, szukając w nich słabych stron („haków”). Uwaga ta w równym stopniu dotyczy pozostałych recenzentów.

Janusz Maciuszko przekroczył kompetencje recenzenckie, oceniając mój charakter (arogancja, ironia), który jakoby wyłania się z mych prac i z odpowiedzi trzem wcześniejszym recenzentom CK.

Janusz Maciuszko przekroczył też granice przyzwoitości, twierdząc że praca habilitacyjna to, w gruncie rzeczy, zbiór cytatów („litania cytatów”, jak był łaskaw ująć), nie zawierająca myśli syntetyzujących.

Oceniając lakonicznie odpowiedzi udzielone wcześniejszym recenzentom, nie zachował obiektywizmu, był stroną w sporze.

Prof. Henryk Gmiterek

Powyższe zarzuty dotyczą też ostatniego z opiniodawców. Nie chcąc rozszerzać rozmiarów i tak dość obszernego pisma, jako ilustrację „obiektywizmu” Henryka Gmiterka i braku uprzedzeń do osoby ocenianej, powiem tylko, że recenzent insynuuje mi „stany emocjonalne”, ujawniające się w odpowiedzi Januszowi Tazbirowi. Nie wyjaśnia o jakie „stany” mu chodzi. Dobrym przykładem swoiście pojmowanej rzetelności recenzenckiej profesora z UMCS niech będzie następujący passus: „za przyjęciem kolokwium głosowało 17 osób, 2 były przeciw, 4 wstrzymały się od głosu (a więc 35% obecnych członków Rady nie akceptowało jej rezultatów), niewiele lepiej wypadło głosowanie za nadaniem stopnia doktora habilitowanego (za 18, 1 przeciw, 4 wstrzymujących się). Ten rezultat głosowania uważam za wielce wymowny”. Po kropce, mamy nowy akapit, w którym autor streszcza zarzuty wcześniejszych recenzentów „CKdSSiT” i jednoznacznie stwierdza, „że zarówno te ogólne, jak i szczegółowe zastrzeżenia w zdecydowanej większości podzielam i akceptuję”. Jest to jedyny argument ze strony Gmiterka, na rzecz prawdziwości zarzutów wcześniejszych recenzji.

Podobnie jak Maciuszko, Gmiterek bardzo lakonicznie odniósł się do mych obszernych odpowiedzi recenzentom, co gorsza, jak wspomniałem, sugerował występujące w nich „stany emocjonalne”. W odpowiedzi na dwa arkusze argumentów i wyjaśnień udzielonych poprzednikom Gmiterka, słyszymy jedno (!) zdanie: „[Kościelny] nie przekonuje mnie”. Tu najdobitniej uświadamiamy sobie, jaką w praktyce fikcją jest stwierdzenie, że habilitant może polemizować. Może, tylko co dobrego z tego wynika? Nic! Jedynie wspomniany już fakt, iż zasada audiatur et altera pars jest w tym wypadku farsą.

Mam nadzieję, że zawarte w piśmie uwagi mogą być podstawą do zajęcia oficjalnego stanowiska przez Przewodniczącego Komisji ds. Etyki w Nauce prof. Andrzeja Zolla, jak też przez samą Komisję. Obszerniej w sprawie wypowiadam się we wspomnianym piśmie do Przewodniczącego CK prof. Tadeusza Kaczorka, a zwłaszcza w odpowiedziach udzielonych recenzentom wyznaczonym przez Sekcję Humanistyczną CK.

Z poważaniem

Robert Kościelny

Załączniki:

  1. Recenzja prof. Janusza Tazbira

  2. Recenzja prof. Lecha Szczuckiego

  3. Recenzja dr. hab. Wojciecha Kriegseisena

  4. Recenzja prof. Janusza Maciuszko

  5. Recenzja prof. Henryka Gmiterka

  6. Odpowiedź Przewodniczącego CK prof. Tadeusza Kaczorka

  7. List gratulacyjny Fundacji Ekumenicznej „Tolerancja”

 ♠

Prof. dr hab. Andrzej Zoll

Szanowny Panie Profesorze,

Bardzo dziękuję Panu, jako Przewodniczącego Komisji ds. Etyki w Nauce PAN oraz członkom Komisji. za zainteresowanie się problemem.

Od kilku lat daremnie staram się o przedstawienie mej sprawy na forum mogącym w sposób niezależny, nieuprzedzony i kompetentny, stwierdzić kto w sporze toczonym przeze mnie od lat kilku z Centralną Komisją oraz jej recenzentami ma rację. Czyje decyzje i opinie pojawiające się w tym sporze wyłamują się z reguł określających zasady przyzwoitości naukowej oraz obiektywizmu niezbędnego do prawidłowej oceny dorobku naukowego.

Ufam, że w osobie Pana Profesora oraz członków Komisji ds. Etyki w Nauce, znajdę instancję, która podejmie trud zajęcia stanowiska w przedstawionej w piśmie sprawie.

Z wyrazami szacunku

Robert Kościelny

List gończy

Lidia Smentek

List gonczy

O autorze:
Jestem fizykiem teoretykiem, zatrudnionym w Instytucie Fizyki UMK od 1971 roku; samodzielnym nauczycielem akademickim (mianowanym na czas nieokreślony); profesorem belwederskim nauk fizycznych, profesorem chemii na Vanderbilt University, Nashville, TN, U. S. A. (od 16 lat); od 31 lat piastuje stanowisko adiunkta w Instytucie Fizyki UMK; jestem autorem przeszlo 90 publikacji naukowych w renomowanych czasopismach (w tym w Nature/chemical biology), trzech książek (w tym dwie monografie), prawe 40 artykułów popularno-naukowych; byłam pięć razy redaktorem specjalnych wydań Molecular Physics i International Journal of Quantum Chemistry; jestem recenzentem najbardziej prestiżowych czasopism naukowych z fizyki i chemii kwantowej; właśnie skończyłam trzyletnią kadencję jako Member-at-Large Executive Committee, Forum on International Physics, American Physical Society; jestem członkiem Zarządu Sekcji Kobiet, Polskiego Towarzystwa Fizycznego; jestem kobietą.

Lidia Smentek  na: Forum on International Physics

Specjalnie dla „Głosu” – tekst autoryzowany przez kanclerz Niemiec
Harmonie świata?

Lidia Smentek

Urodziny czy pogrzeb Kopernika? -Lidia Smentek

Do Rzecznika Praw Obywatelskich

rpo

 

Do Rzecznika Praw Obywatelskich

Prawo patologiczne niczym nauka w Polsce

Bronisław Wildstein

Bronisław Wildstein przedstawia – Państwo praw… ników, 20.05.2009

Dobre prawo jest ramą funkcjonowania państwa. Państwo nie funkcjonuje właściwie, jeżeli nie funkcjonuje prawo. Bolączki polskiego wymiaru sprawiedliwości, znane i opisane, są jednym z objawów choroby państwa. Gruntowna zmiana tego stanu rzeczy zawsze była jednym z deklarowanych elementów każdego planu naprawy Rzeczypospolitej, nie podejmowanym od lat przez polityków – choć z grubsza wiadomo, co trzeba zrobić.

Procesy sądowe nadal ciągną się latami, paraliżują działania przedsiębiorców, zaburzają poczucie bezpieczeństwa obywateli, funkcjonowanie rozmaitych instytucji.

Co powoduje, że 20 lat po upadku komunizmu ciągle mamy zasadnicze kłopoty z wymiarem sprawiedliwości?

Dlaczego nikomu nie udało się go zreformować tak, abyśmy mieli poczucie, że prawo nam pomaga, a nie przeszkadza?

Dlaczego bliżej nam jest do państwa prawników, niż do państwa prawa?

W programie – Zbigniew Ćwiąkalski (min. sprawiedliwości 2007-2009), Zbigniew Ziobro (min. sprawiedliwości 2005-2007), Jan Rokita (publicysta), prof. Lech Morawski (Katedra Teorii Prawa i Państwa UMK Toruń), Irena Kamińska (Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia), Grzegorz Maj (Stowarzyszenie Fair Play).

Prywatne szkoły wyższe

Prywatne szkoły wyższe -

sprawa dla reportera 

(archiwum)

Uczelnie prywatne robią wszystko, by przyciągnąć przyszłych studentów. Równie wiele wysiłku wkładają w to, aby nie pozwolić im potem odejść.

Na uczelniach bez zmian – patologie w cieniu PRL

bronislaw-wildstein

Bronisław Wildstein przedstawia


Na uczelniach bez zmian, 03.12.2008

Na uczelniach wciąż  bez zmian cd, 04.02.2009

Jadwiga Staniszkis :”Sojusz nieczystych sumień”

NFA – w sprawie niemerytorycznych ocen pracowników nauki

 

nfa_baner

List otwarty Niezależnego Forum Akademickiego

w sprawie niemerytorycznych ocen pracowników nauki

Niezależne Forum Akademickie w swoich wystąpieniach wielokrotnie podkreślało konieczność reformy systemu nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce. Obecny system, nie przystaje do realiów XXI wieku. Jest on reliktem minionej epoki i prowadzi do licznych patologii. 

Ostatnio media pokazały funkcjonowanie systemu karier akademickich w Polsce na przykładzie dwóch jaskrawych przypadków, kiedy to pracownicy nauki byli oceniani na podstawie kryteriów pozamerytorycznych.

Z tzw. „sprawy Drewsa” (prof. Krzysztof Drews z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu) wynika, że na każdą pracę można napisać dwie różne, przeciwstawne recenzje, albo dowolną ich ilość o różnych odcieniach, aby dostosować je do potrzeb chwili. Z kolei odmienna sprawa dr Marka Migalskiego pokazuje, że można w ramach głosowania „utrącić” każdą pracę, bez podawania merytorycznego uzasadnienia.

Te sprawy to tylko wierzchołek góry lodowej, gdyż sygnałów o takich patologiach – jakie chociażby napływają do NFA – jest wiele więcej.

W Polsce niemal nikt nie wierzy, że o karierach akademickich decydują kryteria merytoryczne. Świadczy o tym chociażby fakt, że liczne petycje NFA w sprawach reformy systemu nauki i szkolnictwa wyższego podpisują na ogół przedstawiciele Polonii akademickiej, lub byli już pracownicy naukowi. Większość pracujących w Polsce pracowników naukowych, którzy popierają te postulaty, nie ujawnia swojego poparcia z uzasadnionej obawy o konsekwencje takiego ujawnienia (zasadna obawa o utrącenie habilitacji, doktoratu, grantów, mobbing i ostracyzm środowiskowy). 

Najwyższy czas, aby w ramach reformy systemu nauki i szkolnictwa wyższego wprowadzono realne zmiany w zakresie zatrudniania i oceny pracowników nauki, na podstawie jawnych i przejrzystych  kryteriów merytorycznych, zgodnie ze standardami międzynarodowymi.

Prezes Niezależnego Forum Akademickiego

Józef Wieczorek

Przewodniczący Rady Niezależnego Forum Akademickiego

Cezary Wójcik

Kto nie myśli tak samo jak wszyscy

Masa miażdży na swojej drodze wszystko to, co jest inne, indywidualne, szczególne i wybrane. 

Kto nie jest taki sam jak wszyscy, kto nie myśli tak samo jak wszyscy, naraża się na ryzyko eliminacji

José Ortega y Gasset

Proszę o wyznaczenie mi terminu wznowienia moich wykładów i seminariów

wieczorek1

Kraków, 5 grudnia 2008

 

Józef Wieczorek

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

 

Senat i Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego

oraz Dziekan Wydziału BiNoZ

L.dz/5/12/2008/1

 

Proszę o wyznaczenie mi terminu wznowienia moich wykładów i seminariów

 

Pismo podpisane przez Kierownika Działu Spraw Osobowych UJ informuje mnie o sposobie pierwszego zatrudniania nauczyciela akademickiego na UJ, gdy jak informowałem i Dział Spraw Osobowych ma obowiązek to wiedzieć, po raz pierwszy na UJ byłem już zatrudniony i z winy poczynań władz UJ, realizujących politykę kadrową PZPR (i SB ?) z UJ zostałem usunięty na podstawie fałszywych oskarżeń dokonanych przez anonimową do dnia dzisiejszego komisję.

Chcę zwrócić uwagę, że kilka lat temu na okoliczność starań o otrzymanie pisma, odnośnie mojego zatrudnienia na UJ, potrzebnego do celów emerytalnych, na podstawie numeru PESEL na UJ nie potrafiono mnie zidentyfikować ( to tak na marginesie ogólnopolskiej dyskusji na temat identyfikacji osób żyjących, czy zmarłych i roli numeru PESEL w tej kwestii).

Jest to standard, gdyż nie zostałem zidentyfikowany także jako pracownik UJ, uruchamiający studia geologiczne po ‘stalinowskiej’ przerwie, na okoliczność jubileuszu UJ w r. 2000, ani na okoliczność badań Komisji Senackiej dla rozpoznania działań represyjnych o charakterze politycznym w UJ w okresie PRL , ani na okoliczność rozmów rektorskich i badań (nie)stosownych komisji w sprawie inwigilacji UJ.

Mając wiedzę, że TW nadal bez problemu pracują na UJ, co jak widać nie wpływa negatywnie na młodzież akademicką, nie mam zamiaru się usprawiedliwiać, że TW ani towarzyszem nigdy nie byłem ( co zdaje się interpretowano jako negatywne wpływanie na studentów), bo uczelnię traktowałem jako wspólnotę nauczających i nauczanych poszukujących prawdy, a nie jako trampolinę umocowaną politycznie do robienia kariery prostytutki akademickiej.

Jak rozumiem, władze UJ nie mają kompetencji do kierowania taką złożoną strukturą jaką jest uniwersytet, stąd praca na uczelni szwankuje. Poza produkcją wina jakoś nie widać pozytywnych rezultatów, którymi by można się było pochwalić przed podatnikiem płacącym na funkcjonowanie uczelni.

Jak już wielokrotnie informowałem, usunięcie mnie z uczelni spowodowało nie tylko zniszczenie mojego warsztatu pracy, ale także obniżyło w sposób nad wyraz widoczny poziom studiów geologicznych (i pokrewnych). Odbiło się zdecydowanie negatywnie na kształceniu nowych kadr naukowych . Jak można ocenić po efektach mojej działalności w najtrudniejszych latach 80-tych (20 mgr, w tym połowa aktywnych naukowo), w wyniku wyrzucenia mnie z uczelni, co najmniej kilkudziesięciu pracowników naukowych nie zostało wprowadzonych do systemu akademickiego.

Za braki kadr naukowych odpowiadają władze uczelni, które sobie nie radzą w tej kwestii, a nie ja, bo ja sobie nad wyraz dobrze radziłem, co musiało spotkać się z ripostą przedstawicieli akademickiego społeczeństwa Ików. O swoich ‘zasługach’ dla obniżenia poziomu uczelni władze UJ podatników nie informują.

Przytoczę, że na innych uczelniach, które nie utraciły swej autonomii na rzecz PZPR, SB i ich beneficjentów, przywracano do pracy usuniętych w czasie politycznych weryfikacji, gdy władze UJ do dnia dzisiejszego heroicznie walczą o akceptację ‘prawa’ stanu wojny polsko-jaruzelskiej przedkładając to prawo nad Konstytucję III RP, swój statut, i Akademicki Kodeks Wartości.

Oczekuję, że władze uczelni w końcu zrezygnują z hołubienia systemu komunistycznego i przywrócą do pracy usuniętych w ramach haniebnych poczynań najwyższych władz uczelni, pozostających chyba nadal w symbiotycznych relacjach z siłami peerelowskiego zła.

Wymaga tego elementarna przyzwoitość i potrzeby nauki oraz edukacji, jedynie z nazwy obecnie wyższej.

Proszę o wyznaczenie mi terminu wznowienia moich wykładów i seminariów i udostępnienia mi warsztatu pracy naukowej.

W przypadku dalszych trudności ze zrozumieniem słowa pisanego, proszę o wyznaczenie terminu spotkania, aby mogło dojść do konfrontacji słowa mówionego.

Józef Wieczorek

 

————————

odp-10-10-2008

 

cz.4 – OSKARŻAM AKADEMIĘ EKONOMICZNĄ w Krakowie

Stanisław Gniadek – OSKARŻAM AKADEMIĘ EKONOMICZNĄ w Krakowie -cz.4

Szczegółowy opis przesłuchań świadków.

Rektor AE prof. dr hab. Jerzy Altkorn.

Istnieje starożytna zasada, że „o zmarłych nie mówi się źle”. Maksyma ta słuszną jest w odniesieniu do różnych prostych ludzi: broili za życia, pomarli i Bóg z nimi. Inaczej jest w odniesieniu do person którzy zaważyli i to znacząco dolegliwie, a czasem przestępczo na losach swoich bliźnich. I tak np. nie zauważyłem, aby po śmierci niejakiego Hitlera i jego zauszników, czy też Stalina, Berii itp., ktokolwiek dobrze o nich mówił. Odwrócenie tej zasady winno być przestrogą dla wszystkich tych, którzy wdrapują się na tzw. piedestały władzy. Muszą oni wiedzieć, że ich zgon nie będzie stanowić okoliczności łagodzącej w ocenie przez potomnych.

Prof. Altkorna znałem głównie ze wspólnych wycieczek narciarskich organizowanych przez AE w stanie wojennym. Był to sympatyczny starszy Pan, radzący sobie nieźle na stokach Kotelnicy, lubiący sobie ucinać pogawędki z nieco młodszym kolegą socjologiem. Wiedziałem, że pochodził z kresów wschodnich i doznał od towarzyszy tego i owego, co czyniło go bardzo ostrożnym nawet w prywatnych rozmowach przy herbacie.

Rozpoczęcie swojej kadencji rektorskiej zaczął od skwapliwej rejestracji /osobistej/ wszystkich spóźniających się uczonych do pracy. Widok rektora z notatnikiem w ręce przy wejściu na schody wiodące do pokojów uczelni i odnotowującego, ile minut się kto spóźnił, był dla mnie źródłem nieustannej radości. Był to pierwszy sygnał dla mnie, że w AE to nie jest on już narciarzem ze stoku Gubałówki. Dalsze wypadki umocniły mnie w tym przekonaniu.

Jego panowanie przypadło na szczytowy okres mojego konfliktu z Dyoniziakiem. Nie sposób powiedzieć, stanął on natychmiast po jego stronie. Wprost przeciwnie. W związku z tym udzielił mi pewnej zdumiewającej porady, mogącej w jego mniemaniu pomóc mi odnieść zwycięstwo z szefem.

Drogi Czytelniku, to co teraz napiszę wyda ci się rzeczą absolutnie nieprawdziwą i wręcz urojoną. ale klnę się na wszystko, to jest szczera prawda. Otóż Pan Rektor AE, prof. itd., widząc niemożność rozwiązania problemu Dyoniziaka, który również dla rektora stawał się uciążliwy, postanowił go radykalnie rozwiązać. Poradził mi mianowicie, abym udał się za Dyoniziakiem do ubikacji, po czym nagle z niej wybiegł na korytarz zwykle zapełniony studentami krzycząc, że Dyoniziak usiłował mnie zgwałcić. To oczywiście wywoła ogromny skandal i w ten sposób AE pozbędzie się Dyoniziaka.

Z pewnych względów nie byłem entuzjastą tego rektorskiego pomysłu, czym zmartwiłem swego rektora… Odpłacił mi się z nawiązką. Jak wyjaśniła mi podczas przesłuchania w IPN p. prof. Cz. Żuławska i J. Torgalski, to właśnie on wydał jej polecenie przygotować od strony prawnej, a właściwie bezprawnej, wylanie mnie z AE, jak się wydaje w trosce o swój bezpartyjny fotel rektora. Mówią, że rudzi to ludzie fałszywi. O ile na drodze głębokiej intelektualnej refleksji poradziłem sobie z problemem fałszywości moich trzech kotów, to problem ludzi rudych i ich skłonności do fałszu nadal jest dla mnie jednym z poważniejszych zagadnień. Altkorn był rudy jak lisia skórka latem…

Nie byłem na uroczystościach pogrzebowych J. Altkoma na Wawelu.

Portret mojego szefa byłby jednak niepełny, gdybym nie wspomniał o ponurym incydencie związanym z księdzem, a być może za niedługo świętym, Jerzym Popiełuszką, w którym jakże podłą rolę odegrał Dyoniziak.

Księdza Jerzego poznałem podczas bytności na Jasnej Górze, na tajnych spotkaniach naszego Towarzystwa Przemysłowego z hierarchami kościoła katolickiego. Tam poznałem podstawy społecznej doktryny katolickiej oraz kilku biskupów, wykładowców owej doktryny. Była to dla mnie sprawa zupełnie nowa i jako odtrutkę na panującą doktrynę przekazywałem ją swoim studentom w AE. Tam dokonałem prywatnego odkrycia, że kolejne Encykliki Jana Pawła H, zdumiewająco przylegają do moich koncepcji ładu moralnego, mającego wiele wspólnego z doktryną socjalistyczną. Tam, w rozmowach ze zgromadzoną elitą intelektualną „Solidarności” ugruntowałem w sobie przekonanie, że tzw. współcześni polscy komuniści, nie mają nic wspólnego z doktryną komunistyczną Marksa. Że z równym zapałem byliby członkami NSDAP, czy czcicielami Słońca czy księżyca, byleby to zapewniało im władzę, pieniądze, tytuły i stanowiska. Tego rodzaju dość powszechna mentalność rodaków powodowała, że liczba volksdojczów w okresie okupacji wynosiła ok 3 miliony członków. Historia się powtórzyła. Po wojnie PZPR liczyła ponad dwa miliony członków. Niezbyt dobrze jest znana liczba członków ewidentnie przestępczej organizacji SB, ale z fragmentarycznych opracowań wynika, że było ich kilkaset tysięcy.

Zdziczenie moralne i poczucie bezkarności powodowało, że np. dyr. IEP w AE niejaki prof. dr hab. Stanisław Lis, publicznie się przechwalał, że jest majorem SB, terroryzując w ten sposób wszelkich ewentualnych przeciwników w AE oraz budząc entuzjazm i zazdrość u innych.

Moje spotkania z ks. Jerzym podczas obrad w sali Bursztynowej dotyczyły Jego działalności misyjnej, jaką uprawiał wśród swoich podopiecznych, gdyż był Kapelanem w Hucie Warszawa. To Jego praca sprawiła, że ta zbiorowość, w gruncie rzeczy pogan, stawała się członkami Kościoła Katolickiego. Jego praca z wiernymi, kazania głoszone do wiernych, w konsekwencji doprowadziły do Jego męczeńskiej śmierci z rąk SB. Ponieważ nosiłem po Nim krepę w klapie swojej dżinsowej bluzki, podczas jednego z nielicznych zebrań Zakładu Dyoniziak zapytał mnie po kim noszę żałobę. Odpowiedziałem, że po Popiełuszce. Na to Dyoniziak zapytał, dlaczego nie nosiłem żałoby po Edwardzie Barszczu, jednym z nielicznych przyzwoitych działaczy partyjnych, który popełnił samobójstwo strzelając sobie w łeb z dubeltówki. Ponieważ nie odpowiadałem na to kretyńskie pytanie, choćby z tego powodu, że nie znałem Barszcza, Dyoniziak w obecności wszystkich pracowników, w tym trzech kobiet powiedział: „Ty nie nosisz żałoby po jakimś Popiełuszce, tylko po własnym ch… „. W tym momencie wyszedłem z Zakładu, mówiąc Dyoniziakowi, że od dziś on dla mnie nie istnieje jako kierownik, znajomy i socjolog. Istotnie przez okres dwu lat, do odejścia z pracy, nie odzywałem się słowem do niego. Wykorzystał ten fakt Kałkowski podczas posiedzenia Komisji Dyscyplinarnej pytając mnie, dlaczego przez długi czas nie rozmawiałem ze swoim przełożonym. Powiedziałem, że poszło o pamięć Popiełuszki, którą usiłował zbezcześcić Dyoniziak, a którego ze względu na obecność dwóch kobiet /protokolantki i Żuławskiej/, nie sposób mi zacytować dosłownie. Kałkowski skomentował moją wypowiedź, że ja nawet na pamięci Popiełuszki zbijam kapitał polityczny. Wobec takiego ostentacyjnego chamstwa zaprzestałem w ogóle zeznawać, gdyż wiedziałem, że wyrok zapadł na długo przed „rozprawą” i w zupełnie innym miejscu. Że tak istotnie było, po latach potwierdziła to na przesłuchaniu w IPN prof. Cz. Żuławska.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.